sobota, 23 lutego 2013

Rozdział 21

Caroline:

Po wysłuchaniu słów Elijah'y musiałam natychmiast zatrzymać Klausa. Wiedziałam, że coś jest nie tak, dlaczego nic nie zrobiłam? On nie może mi tego zrobić! Wskoczyłam do samochodu i odjechałam z pod rezydencji z piskiem opon. Cały czas w moich uszach brzmiały słowa Elijah'y.

Retrospekcja:

- Muszę ci wszystko powiedzieć bracie.
- Co się dzieje Niklaus? Tym razem powiedz prawdę.
- Kiedy pojechałem ratować Caroline, Gorlov poprosił o chwilę rozmowy. Weszliśmy do jego gabinetu. Nigdy nie zgadłbyś kogo tam zastałem. Naszą matkę. Esther we własnej osobie. Nie mogłem w to uwierzyć, przecież ją zabiłem. Jak się domyślasz złożyli mi wspólnie z Gorlovem propozycję nie do odrzucenia. 
- Co to za propozycja?
- Zagrozili Caroline i wam jeżeli się nie poddam. Pewnie już wiesz co wybrałem? Nie mogę pozwolić żeby stała się wam krzywda, nie po tym wszystkim co sam zrobiłem. Zniszczyłem wasze życia i teraz nadeszła pora żeby za to odpowiedzieć.
- Nie możesz tego zrobić, Niklaus. Wymyślimy coś! Ja coś wymyślę, obiecuje ci!
- Kochany Elijah. Zawsze byłeś taki szlachetny. Niestety nie powstrzymasz mnie, a co dopiero mówić o naszej matce. Dziękuje ci za wszystko. Powiedz Caroline, kiedy już się obudzi, że ją kocham i zaopiekuj się nią. Powiedz to wszystkim, bracie- wyszedł.

Łzy ciekły mi po policzkach. Nie, Caroline nie możesz teraz się rozklejać. Otarłam policzki wierzchem dłoni. Wiedziałam, że Elijah jedzie za mną. To wszystko jego wina. Dlaczego go nie zatrzymał? Esther i Gorlov mogliśmy się tego spodziewać. Zatrzymałam się niedaleko lasu. Wiedziałam, że właśnie w samym środku będę musiała ich szukać. Nie miałam żadnego planu. Wyskoczyłam z samochodu i w wampirzym tempie w głąb ciemnej gęstwiny. Wreszcie tam dotarłam ale to co ukazało się moim oczom było przerażające.

Elijah:

Musiałem dogonić Caroline. Wsiadłem do auta i ruszyłem jej śladem. Co zrobimy kiedy ich odnajdziemy? Jak ich powstrzymamy. Matka chciała nas wszystkich wymordować, wtedy ją powstrzymałem, ale co zrobię żeby ratować Niklausa? Może będzie już za późno, co powiem Caroline? Dotarłem w głąb lasu nie daleko mnie stała młoda blond wampirzyca. Dopiero teraz skierowałem wzrok na sam środek kręgu, w którym jak zauważyłem leżał Niklaus.Od reszty lasu oddzielały go płomienie. Miał zamknięte oczy. Wokół niego zebrały się trzy osoby Gorlov, Duke i Marius. Nasza matka stała nad nim z kołkiem w ręku. O wiele za późno zrozumiałem co się teraz wydarzy. Zanim zdążyłem zrobić chociażby jeden krok Esther wbiła kołek w pierś mojego brata. Wszystko eksplodowało i nastała nagła cisza. Usłyszałem tylko krzyk:
- Klaus!- podbiegłem do Caroline zanim straciła przytomność.

Caroline:

Leżał tam. Przywiązany za ręce i nogi do jakiś pniaków. Krzyczał. Gorlov wypowiadał jakieś zaklęcie, a Duke stał nad moim ukochanym i wbijał mi drewno w różne części ciała. On tak strasznie krzyczał, chciałam mu pomóc. Nie mogłam się zbliżyć przez te głupie płomienie. Esther z kołkiem w ręku, Klaus leżący z zamkniętymi oczami, cios i nagła cisza.
Obudziłam się zlana potem. To był tylko jakiś głupi sen. Rozejrzałam się po pokoju. To nie sypialnia Klausa. Ciekawe gdzie on jest? Ruszyłam do salonu. Znowu siedzieli tam wszyscy. Elijah, Kol, Damon, Stefan, Elena, Bonnie, Matt, Jeremy, Nessie i Rebekah zalana łzami. Nic nie rozumiałam.
- Co się tutaj dzieje?- Elijah spojrzał na mnie ze łzami w oczach. Podszedł do mnie.
- Caroline, rozumiem, że to wypierasz, ale musisz pogodzić się z faktem, że Klausa już z nami nie ma- przytulił mnie i dopiero wtedy do mnie dotarło. To nie był sen.
- Elijah, błagam cie powiedz, że to nie prawda- zaczęłam histerycznie płakać.
- Przykro mi nie mogę tego zrobić.
- To wszystko twoja wina! Twoja wina! Nie zatrzymałeś go!- zaczęłam okładać go pięściami z wściekłością.
Musiałam jakoś wyładować swoją wściekłość i ból. Po chwili już nie miałam siły dalej go okładać. Padłam w ramiona Elijah'y. Dotarło do mnie, że zostałam zupełnie sama. Nie mogłam znieść myśli, że nie będzie już przy mnie Klausa.
KONIEC.
__________________________________________________________
O mój Boże to już koniec. Wiem, wiem pewnie mnie nienawidzicie, ponieważ zabiłam Klausa. Nawet mnie jest smutno, ale chciałam żeby to opowiadanie było inne od wszystkich. Teraz pora na użalanie się nad sobą. Będzie mi brakowało waszych komentarzy i wszystkiego. Mam nadzieje, że mnie do końca nie opuścicie. Do napisania jeszcze kiedyś.

Informacja:)

Dzisiaj około godziny 18 pojawi się ostatni rozdział. Mam nadzieję, że spodoba wam się bardziej niż dwa ostatnie i będzie więcej komentarzy. Do wieczora kochani.

poniedziałek, 18 lutego 2013

Rozdział 20

Caroline:

- Ktoś może mi powiedzieć o co w tym wszystkim chodzi?
- Kochanie, to nic takiego- powiedział Klaus.
- Skoro to nic takiego dlaczego postanowiłeś tak nagle to zrobić?- byłam już nieźle wkurzona. Coś tutaj wyraźnie nie pasowało a wszyscy zachowywali grobowe milczenie.
- Postanowiłem okazać łaskę i pokazać twoim przyjaciołom m moją zmianę nastawienia- powiedział z uśmiechem.
- Ha, ha, ha. Bardzo śmieszne. Normalnie pękam ze śmiech. Klaus mógłbyś wreszcie być poważny i powiedzieć mi prawdę?
- Zawsze doszukujesz się jakiegoś podtekstu- wtrąciła Rebekah.- Lepiej stąd chodźmy i zajmijmy się czymś bardziej pożytecznym, a oni robią co mają robić. Tylko przeszkadzamy- i pociągnęła mnie w stronę wyjścia. Anastazja wyszła wspólnie z nami. Zaczęłam się szarpać z Rebeką.
- Dlaczego mnie stamtąd wyciągnęłaś?- zapytałam oskarżycielskim tonem wyszarpując rękę z jej uścisku.
- Rebekah ma racje, Caroline tylko tam przeszkadzałyśmy- powiedziała uspokajająco Nessie.
- Wy wszyscy jesteście w jakiejś zmowie czy co?!- krzyknęłam już bliska wybuchu.- Wiecie o wszystkim, prawda?- zapytałam już spokojnie.- Dlaczego ja nie mogę poznać prawdziwych powodów, dla których łamię więź?
- Caroline, my nie wiemy zupełnie nic- zaczęła Rebekah po chwili milczenia.- Elijah powiedział nam tylko tyle, że Klaus chce złamać więź. Nikomu z nas nie podał powodów- zaczęłam zastanawiać się nad jej słowami. Skoro Klaus nikomu nie powiedział dlaczego chce zrobić coś co spowoduje, że każdy będzie mógł go zabić to może mieć związek tylko z jedną osobą.
- Jestem pewna, że to ma jakiś związek z Gorlovem. Przed tym jak mnie wypuścił rozmawiali o czymś z Klausem, a potem Nik zachowywał się strasznie dziwnie- wszystko zaczęło do mnie docierać.- Natychmiast wracamy do domu.
- Ale Caroline...- dziewczyny chciały mnie zatrzymać. Jednak ja już ich nie słuchałam. Wparowałam do salonu z takim impetem, aż wszyscy podskoczyli w miejscach.
- Caroline, co ci się stało?- zapytała Matt. Rozejrzałam się po pokoju. Wszyscy tutaj byli: Matt, Jaremy, Elena, Stefan, Damon, Bonnie, Kol i Elijah. Tylko jednej osoby brakowało.
- Gdzie jest Klaus?- zapytałam automatycznie.
- Tutaj jestem, kochanie- wyszedł z kuchni z wielkim uśmiechem na ustach.
- Co powiedział ci Gorlov zanim pozwolił mnie zabrać?- wyraz jego twarzy natychmiast się zmienił. Teraz twarz miał bardzo poważną.
- Dlaczego o to pytasz? Caroline co ci nagle strzeliło do głowy?- podszedł do mnie i chwycił za dłoń. Wyszarpnęłam się.
- Masz natychmiast odpowiedzieć!
- Cóż mnie i Gorlova łączą niezałatwione sprawy z przeszłości. Chcieliśmy o nich porozmawiać- westchnął.- Wystarczy wysoki sądzie?- uśmiechnął się.
- Nie, nie wystarczy. Jakie sprawy?
- Sprawy, które ciebie zupełnie nie dotyczą- chciałam ciągnąć temat ale on przerwał.- Wystarczy już. Chodźmy lepiej się położyć. Czuje się wystarczająco zmęczony.
- Złamaliście więź?- chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę schodów.
- Tak złamaliśmy- nie powiedziałam już ani słowa i poszliśmy do sypialni.

Klaus:

Obudziłem się kilka godzin później. Wiedziałem co mam teraz zrobić ale chciałem zatrzymać chwilę jak najdłużej. Caroline leżała przytulona do mnie z uśmiechem na ustach. Położyłem jej głowę na poduszce. Zapadła się w pościeli jeszcze głębiej i wstałem. Ubrałem się w tak ślimakowym tępię, że sam się sobie dziwiłem. Wyszedłem z sypialni i skierowałem się do najbliższego pokoju. Sypialnia Kola. Spali z Bonnie wyglądając jak dwójka dzieciaków. Nie mogłem uwierzyć, że ta mała czarownica zakochała się w najbardziej nieodpowiedzialnym z Pierwotnych. Chociaż Kol okazał się najbardziej pomocnym z mojego rodzeństwa. Zasługuje na szczęście. Wyszedłem z pokoju. Teraz sypialnia Rebeki. O mały włos nie krzyknąłem ze zdziwienia. Spała ze Stefanem. Kiedy oni zaczęli się spotykać? No cóż stara miłość nie rdzewieje, jak mówi przysłowie. Wyszedłem z sypialni i skierowałem się do pokoju, który od początku był moim celem. Elijah i Nesse spali tak spokojnie. No cóż ich miłość przetrwała wszystko. Podszedłem do łóżka i szturchnąłem brata za ramię. Otworzył oczy. Po cichu zeszliśmy do salonu.
- Elijah muszę ci wszystko powiedzieć....

Caroline:

Otworzyłam oczy. Od razu wiedziałam, że Klausa nie ma przy mnie. Spojrzałam na zegarek dochodziła 23:30. Gdzie on się podziewa? Z ociąganiem wstałam z łóżka i zaczęłam szukać ubrania. Wyszłam z sypialni i zaczęłam schodzić do salonu. W domu panowała dziwnie nienaturalna cisza. Stanęłam w progu. Przy kominku siedziało całe rodzeństwo Klausa.
- Coś się stało? Gdzie jest Klaus?
- Caroline, proszę cie usiądź przy nas- powiedział Elijah.
- Czemu macie takie grobowe miny? Ktoś umarł?- zapytałam uśmiechając się. Miny wszystkich były tak poważne, że spełniłam życzenie Elijah'y i usiadłam.
- Muszę ci coś powiedzieć, Caroline...- zaczął Elijah.

___________________________________________________________________________
Jeszcze jeden rozdział. Jak ten czas szybko zleciał. Podoba się?

sobota, 16 lutego 2013

Rozdział 19

Caroline:

Klaus zachowywał się bardzo dziwnie od dwóch godzin siedziałam w jego sypialni zupełnie sama. Jak tylko przyjechaliśmy do domu zostawił mnie tutaj i wyszedł gdzieś z Elijah'ą. Zapienił ze mną może z dwa zdania. Coś jest nie tak, czuję to. Moje rozważania przerwało pukanie do drzwi. W pokoju pojawiły się Anastazja i o dziwo Rebekah.
- Myślałyśmy, że śpisz i dlatego nie przyszłyśmy wcześniej- powiedziała Nesse.
- Czy coś się stało?- zapytała Rebekah.- Masz minę jakby ktoś umarł.
- Ja tylko...- zawahałam się.- Czy ciebie to w ogóle obchodzi?
- Gdybyś nie była do mnie tak wrogo nastawiona już od dawna wiedziałabyś, że bardzo mnie to obchodzi-odpowiedziała spokojnie.- Chciałam się z tobą zaprzyjaźnić na długo przed tym jak związałaś się z Nikiem, teraz chce tego jeszcze bardziej, ponieważ wiem, że dajesz mu szczęście, a jego radość jest także i moją- zakończyła. Sama nie mogłam uwierzyć w to, że jędzowata Rebekah może widzieć coś poza czubkiem swojego nosa. Spojrzałam na Nessie, uśmiechała się.
- Skoro już mamy trudne sprawy za sobą to może powiesz nam co cie tak strasznie dręczy- powiedziała żeby przerwać ciszę.
- Chodzi o Klausa- zaczęłam z powątpiewaniem- prawie w ogóle ze mną nie rozmawiał odkąd opuściliśmy dom Gorlova.
- Mój brat nigdy nie należał do osób szczególnie wylewnych.
- Poza tym może potrzebuje trochę więcej czasu żeby się uspokoić- dodała Nassie.
- Nie martw się na zapas. Wyszedł z Elijah'ą a kto jak kto ale mój najstarszy brat potrafi sobie z nim poradzić- byłam im naprawdę wdzięczna za pocieszenie. Resztę czasu spędziłyśmy na gadaniu o babskich sprawach. Moje zdanie o Rebece zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni. Okazała się być sympatyczną dziewczyną.

Klaus:

Przechadzaliśmy się z Elijah'ą po lesie. Nie rozmawialiśmy a mimo to czułem się dobrze w jego towarzystwie. Przez całe stulecia krępowała mnie jego obecność. Było w nim coś takiego co sprawiało, że czułem się nikim. Może było spowodowane to tym, że był po prostu dobrą osobą nawet jako wampir, może to, iż zazdrościłem mu tego, że nawet na przestrzeni lat nie stał się potworem i nadal wyznawał te same wartości, a może to, że zawsze zasługiwał na miłość co w moim przypadku nie było możliwe.
- Co cie trapi, bracie?- zapytał w końcu.
- Musze cie prosić o przysługę- powiedziałem otrząsnąwszy się z zamyślenia.
- Jaka to miałaby być przysługa?
- Właściwie nie przysługa a pomoc. Muszę w ciągu dwóch dni złamać więź łączącą mnie z wampirami z mojej linii krwi.
- O co chodzi, Niklaus? Dlaczego chcesz to zrobić? Co kazał ci uczynić ten Gorlov?
- Niestety, Elijah nie mogę ci tego wyjawić. Może kiedy nadejdzie odpowiedni moment to się dowiesz.
- Dobrze pomogę ci. Zadzwonię do Kola żeby przyprowadził Bonnie.
- Oni się spotykają?- sam nie mogłem uwierzyć w swoją ciekawość.
- Od pewnego czasu- odpowiedział.- Ile dokładnie mamy czasu?
- Do jutra o północy.
- Coś wymyślimy. Teraz idź do swojej dziewczyny, na pewno na ciebie czeka. Powiedz Nesse i Rebece żeby przyszły do domu braci Salvatore. Zapomniałbym potrzebuje twojej krwi- rozciąłem rękę o najbliższą gałąź i wlałem trochę krwi do fiolki, którą podał mi brat. Chciałem już odejść ale odwróciłem się.
- Dziękuje ci za wszystko co dla mnie zrobiłeś.
- Od tego ma się rodzinę.

Kiedy wszedłem do naszego domu była już północ. Straciliśmy jeden dzień pomyślałem. Usłyszałem jakieś śmiechy dochodzące z mojej sypialni. Wszedłem na górę do swojego pokoju i zobaczyłem jeden z najwspanialszych widoków. Caroline, Rebekah i Nessie śmiały się, siedząc na moim łóżku. Nawet nie zauważyły kiedy wszedłem do sypialni.
- Czyżbym panią przeszkadzał?- wszystkie trzy odwróciły głowy w moją stronę.
- Klaus, wróciłeś!- krzyknęła Caroline, rzucając się na mnie z takim impetem, że prawie zwaliła mnie z nóg.
- To może my już pójdziemy- powiedziała Rebekah.
- Poczekajcie chwilę. Elijah prosił żebyście poszły do domu braci Salvatore.
- Ale po co? Jest środek nocy.
- Wszystko wytłumaczy wam na miejscu.
Dziewczyny nie powiedziały nic więcej i opuściły pokój. Nastała chwila ciszy.
- Klaus, dlaczego jesteś taki markotny?- zapytała Caroline.
- Miałem po prostu ciężki dzień. Ale mniejsza z tym, chodź ze mną.
- Dokąd?
- Zobaczysz jak dotrzemy.
Musiałem zabrać ją w miejsce, w którym wszystko się zaczęło. Doszliśmy do polany przy wodospadzie. Wspomnienia wracały do mnie z oszałamiającą prędkością. Usiedliśmy pod drzewem.
- Pamiętasz jeszcze to miejsce?- zapytałem.
- Oczywiście, przyszłam tutaj za tobą kiedy dokonałeś przemiany. Powiesz mi dlaczego to zrobiłeś?
- Pokłóciłem się wtedy z  Rebeką o naszą rodzinę. Obwiniła mnie za jej rozpad.
- Wiesz, że ona tak nie myśli. Kocha cie.
- Wiem. Ja też zrobiłbym dla nich wszystko. Dla ciebie również, kocham cie.
- Ja ciebie też. Ale wiesz co nie żałuję, że wtedy pokłóciłeś się z siostrą. Gdyby nie ta kłótnia może nigdy nie bylibyśmy razem.
- To prawda, nasza historia zaczęła się w tym miejscu.
- Ale nie skończy się tutaj. Przed nami całe wieki.
- Całe wieki- powtórzyłem i podniosłem się z ziemi.- Chodźmy już jutro będzie trudny dzień- Caroline nic nie odpowiedziała. Podała mi dłoń i wróciliśmy do domu.

_________________________________________________________________________
Wiem, że rozdział wieje nudą. Jednak mam nadzieję, że komuś się spodoba. Przed nami jeszcze dwa rozdziały. KOMENTUJCIE.
Dziękuje Arowanie za szablon. Jest świetny:)

piątek, 8 lutego 2013

Wiadomość:)

Mimo, że od dzisiaj mam trzy tygodnie przerwy w nauce nie mam siły dodać nowego rozdziału. Najprawdopodobniej pojawi się jutro. Jednak nie obiecuje. Oznacza to, że koniec opowiadania przesunie się o dzień lub dwa. Mam nadzieję, że się nie gniewacie.
Ps. Oglądaliście już nowy odcinek TVD? Jak wrażenia?
PS.2 Nowy rozdział ukarze się z dniem, w którym ustawię nowy szablon, o którego wykonanie poprosiłam Arowanę. Mam nadzieję, że go dla mnie wykona. Trzymajcie się. Zapomniałabym, jeżeli chodzi o moje wrażenia co do odcinka był strasznie naładowany emocjami i wreszcie coś się zaczęło dziać. Ten cały profesorek strasznie mnie wkurza. Mam nadzieję, że się z nim rozprawią. Klaus i Caroline, no cóż wszystko było wzruszające, ale mam dziwne przeczucie, że Caroline mówiła to co Klausa najbardziej by ruszyło, szczególnie, że na zdjęciach z następnego odcinka widać, że Klaus leży przed Tylerem, a to nie wróży nic dobrego. Końcówka i nowy łowca to coś dla mnie, przecież nie może być nudno.

niedziela, 3 lutego 2013

Rozdział 18

Klaus:

Nie mogłem uwierzyć. Wyszedłem z domu i skierowałem się do samochodu.
- To nieładnie z twojej strony, że się nawet nie przywitasz ze starym znajomym- powiedział Gorlov.
- Nie mam zamiaru się z tobą witać, nie jesteśmy przyjaciółmi, lepiej powiedz czego chcesz- warknąłem do słuchawki.
- Lepiej pohamuj swój gniew, mój drogi, ponieważ mam coś na czym zależy ci bardziej niż na własnym życiu. Uwierz mi to bardzo miła dziewczyna ta twoja Caroline, chyba nie chciał byś jej stracić, prawda?- wziąłem kilka głębszych wdechów. Musiałem być spokojny, Gorlov był zdolny do wszystkiego.
- Czego ode mnie chcesz?
- Nareszcie, przeszliśmy do konkretów. Przyjedziesz do mnie, musimy poważnie porozmawiać. Masz być sam. Jeśli którekolwiek z twojego rodzeństwa ośmieli się zbliżyć do mojej rezydencji wszyscy zapłacicie za to życiem, a najbardziej cierpieć będzie Caroline, zrozumiałeś?
- Gdzie mam się stawić?- zapytałem. Po chwili podał mi adres jakiejś starej rezydencji za miastem.
- Cieszę się, że jesteś taki skory do współpracy. Do zobaczenia, Niklaus.
 Odpaliłem samochód. Jechałem jak najszybciej się dało. Przez cały czas przed oczami widziałem makabryczne obrazy. Caroline całą we łzach, cierpiącą, trzymaną w jakimś lochy. Nie potrafiłem tego znieść. W końcu dotarłem na miejsce. Wysiadłem z samochodu i skierowałem się w stronę drzwi wejściowych. Niestety kiedy byłem już blisko zostałem odepchnięty przez jakąś niewidzialną barierę. Z impetem uderzyłem o najbliższe drzewo.  Podniosłem się szybko.
- Gorlov!- wrzasnąłem.
Po chwili drzwi się otworzyły i stanął w nich nie kto inny a Duke z cwaniakowatym uśmieszkiem na ustach.
- Możesz wejść. Gorlov czeka na ciebie- przeszedłem przez niewidzialną barierę tym razem bez większych kłopotów. Weszliśmy do domu. Swoboda Duka doprowadzała mnie do wściekłości. Przypomniałem sobie, że to on na polecenie Gorlova porwał Caroline i nie wytrzymałem. Ze wszystkimi siłami, które w sobie miałem rzuciłem się na niego, zwalając z nóg. Przetaczaliśmy się po ziemi a ja okładałem go pięściami. Niestety po otrząśnięciu się z pierwszego zaskoczenia Duke również zaczął wymierzać we mnie trafne ciosy. Po chwili przygwoździł mnie do ściany i wbił kołek w brzuch. Wyciągnął go i już mierzył w moje serce, gdy nagle usłyszeliśmy głos.
- Dość tych bijatyk. Niklaus jest moim gościem, puść go Duke- widziałem niechęć w oczach wilkołaka ale w końcu zrobił co mu kazano. Ledwie trzymałem się na nogach.
- Musimy porozmawiać. Bądź łaskaw i chodź ze mną do mojego gabinetu, Niklausie- powiedział Gorlov. Widziałem, że Duke również kieruję się za Gorlovem, jednak ten go zatrzymał.
- To będzie rozmowa prywatna. Ty, mój drogi bądź tak miły i zajmij się naszą uroczą Caroline.
Duke pomaszerował w przeciwną stronę a ja wszedłem za Gorlovem do jego gabinetu.                    

Caroline:

Siedziałam w domu Gorlova już od kilku dni. Klaus po mnie nie przyjechał. Może tak naprawdę nie zależy mu na mnie. Nagle usłyszałam zbliżające się kroki i do pokoju wszedł Duke.
- Caroline, donoszę, iż twój Romeo właśnie przybył i odbywa ważną rozmowę z Gorlovem.
- Naprawdę? To znaczy, że mnie wypuścicie?- zapytałam z entuzjazmem w głosie.
- Na to wygląda- odparł.
- Dlaczego masz taką przygnębioną minę?- wyglądał jak siedem nieszczęść. Odwrócił się do okna.
- To nie ma z tobą nic wspólnego. Nie mogę znieść myśli, że Klaus będzie szczęśliwy.
- Dlaczego?
- Powinien cierpieć za to co mi uczynił!- krzyknął.
- Wiesz, że ja nie mam nic przeciwko tobie, ale jeśli chcesz skrzywdzić Klausa nie mogę ci na to pozwolić.
- Kochasz go?
- Całym sercem- opowiedziałam bez skrępowania.
- Jak możesz go kochać?!- odwrócił się w moją stronę. Miał łzy w oczach.- Przez tego potwora straciłem wszystko. Mój ojciec umarł z jego winy. Matka nie była w stanie poradzić sobie sama ze mną i trójką rodzeństwa. Zabrał mi nawet kobietę, którą kochałem- zszokował mnie tym wyznaniem.- Byliśmy bardzo szczęśliwi, wspólnie wychowywaliśmy jej córeczkę. Mówiła do mnie tato. Później pojawił się w naszym życiu Klaus i wszystko zniszczył! Moja żona umarła wkrótce po tym jak się w nim zakochała. Zostałem sam z Charlotte. Postanowiłem pomścić jej matkę i swojego ojca- nie potrafiłam powstrzymać łez. Wiedziałam, że Klaus był potworem ale to zupełnie co innego wiedzieć, a widzieć kogoś komu zniszczył życie.
- Naprawdę bardzo mi przykro Duke- wyszeptałam cicho.
- Nie potrzebuje twojego współczucia- burknął, ocierając łzy.
W tej chwili na korytarzu znów rozległy się kroki i w drzwiach ukazał się Klaus. Serce podskoczyło mi do gardła z radości na jego widok. Podbiegłam do niego i nie zważając na niczyją obecność pocałowałam w usta. Po chwili odsunął mnie od siebie i powiedział.
- Wychodzimy stąd- jego ton był lodowaty. Chwycił mnie za rękę i poprowadził korytarzem do drzwi wejściowych.
- Masz czterdzieści osiem godzin, Niklaus nie zapomnij- powiedział Gorlov kiedy byliśmy już przy drzwiach.
- Nie martw się nie zapomnę- wyszliśmy na zewnątrz. Klaus posadził mnie na miejscu pasażera i zapiął moje pasy po chwili siedział za kierownicą i odjeżdżaliśmy z pod rezydencji. Klaus nie odezwał się do mnie ani słowem. Nie rozumiałam jego zachowania.
______________________________________________________________________
Jest już 18 rozdział. Mam do was wszystkich ogromną prośbę. Proszę żeby każdy kto czytał kiedykolwiek moje opowiadanie zostawił chociaż krótki komentarz. Jest mi to potrzebne. Później wytłumaczę dlaczego. W przyszły piątek początek końca a w niedzielę koniec więc zapraszam i do napisania:)

sobota, 2 lutego 2013

Rozdział 17

Klaus:

Odchodziłem od zmysłów. Od kilku dni próbowałem nawiązać kontakt z Bonnie. Nareszcie się udało. Kol miał ją przywieść. Dlaczego to tak długo trwa. Chodziłem w kółko po salonie, aż usłyszałem otwierające się drzwi wejściowe.
- No nareszcie myślałem, że coś się stało!
- Mieliśmy mały problem ale już wszystko w porządku, bracie- odpowiedział Kol.
- Jaki problem?
- To nic wielkiego. Nie musisz się tym martwić, Klaus- wtrąciła Bonnie.- Lepiej powiedz co się stało z Caroline?- zapytała po chwili.
- Porwał ją ten cały Duke- spojrzała na mnie podejrzliwie.- Jest wilkołakiem i czegoś ode mnie chce.
- To ten chłopak, którego poznaliśmy na balu?
- Dokładnie. Dobra koniec tych bzdur. Mogłabyś go namierzyć, to znaczy namierzyć Caroline?- znów zacząłem maszerować po salonie.
- Oczywiście, że spróbuje. Kol powiedział, że będziesz o to prosił więc zabrałam z domu Caroline kilka rzeczy będą mi potrzebne.
- Tak wiem, może byś się pospieszyła!- podniosłem głos. Zaczynałem tracić nerwy. Możliwe, że w tej chwili ten popapraniec torturuje Caroline, a my co robimy, siedzimy w salonie i gawędzimy sobie. Kol podszedł do mnie i położył rękę na ramieniu.
- Uspokój się Klaus, zrobimy wszystko żeby ją wydostać.
Bonnie już ustawiała mapę i świece na stole. Potem wyjęła z torebki jakiś naszyjnik i zaczęła wypowiadać zaklęcie. Kolejne dwie minuty ciągnęły mi się niemiłosiernie. W końcu Bonnie podniosła głowę z pod mapy i powiedziała.
- Nie mogę ich namierzyć. Zaklęcie nie wskazuje miejsca ich połażenia.
Podbiegłem do niej, złapałem za gardło i przygwoździłem do ściany.
- Chcesz mi powiedzieć, że rozpłynęła się w powietrzy- teraz już traciłem resztki kontroli. Kol odepchnął mnie od dziewczyny.
- Daj jej spokój, przecież to nie Bonnie porwała Caroline- chciałem mu już porządnie przyłożyć kiedy obaj usłyszeliśmy głos czarownicy.
- Przestańcie i lepiej posłuchajcie mnie. Oczywiście Klaus, Caroline nie rozpłynęła się w powietrzu. Gdybyś dał mi dokończyć, zamiast mnie bezpodstawnie atakować- powiedziała z przekąsem- dowiedział byś się, że najwidoczniej moja przyjaciółka jest w miejscu, które chronione jest bardzo silnymi czarami.
Oczywiście dlaczego od razu na to nie wpadłem. Już chciałem wyjść z domu kiedy zadzwonił mój telefon.
- Witaj Niklaus. Wiele lat minęło od naszej ostatniej rozmowy- usłyszałem w słuchawce.

Elijah:

- Kol dzwonił. Powiedział, że ktoś porwał Caroline. Klaus podobno odchodzi od zmysłów.
- Czy myślisz że osobą, która porwała Caroline jest Gorlov?- zapytała Anastazja.
- Moja droga ja jestem tego pewien- odpowiedziałem.- Któż inny mógłby chcieć mocniej zranić Klausa? Najwyższa pora wracać do domu.
Po kilku godzinach byliśmy już w drodze do Mystic Falls. Jechaliśmy w milczeniu. Nigdy nie należałem do szczególnych gaduł ale teraz wyjątkowo nie miałem ochoty na jakiekolwiek rozmowy. Niczym niezmąconą ciszę w samochodzie przerwała Anastazja.
- Myślisz, że on chce ją zabić?
- Ależ oczywiście, że nie chce. W tej całej grze wcale nie chodzi o Caroline. Dziewczyna jest największą słabością Klausa, było tylko kwestią czasu kiedy Gorlov zechce wykorzystać ją jako przynętę na mojego brata. Wiesz o tym tak dobrze jak ja. Klaus również musiał zdawać sobie z tego sprawę. To nie pierwszy raz kiedy Gorlov posuwa się do takich rzeczy, czyżbyś tak szybko zapominała?
- Mam świetną pamięć. Wydaje mi się, że to ty zapominasz jak skończyła się ta historia- widać było, że nie chce już o tym mówić.- Powiesz Klausowi to czego dowiedzieliśmy się o Duku?- sprytnie zmieniła temat rozmowy.
- Nie. W tej chwili najważniejsze jest żeby wydostać Caroline. Nie będę mu dokładał kolejnych zmartwień.
- Ja uważam, że powinieneś mu wszystko powiedzieć. Najpierw nie chcieliśmy psuć jego szczęścia dlatego nie powiedzieliśmy mu o Esther i Gorlovie, teraz chcesz zataić prawdę o Duku.
- Postanowiłem, Klaus dowie się o wszystkim w odpowiednim czasie.
- Ale....- przerwałem jej.
- Koniec, kropka.
_________________________________________________________________________
Wiem, że krótki. Niestety ostatnio postanowiłam skrócić całe opowiadanie. Przed nami jeszcze tylko cztery rozdziały i koniec. Ale użalać się nad sobą będę pod ostatnim. Tak więc teraz komentujcie. Dziękuje za kolejną nominacje od Nathalie. Odpowiedzi na pytania w poście Nominacja.

niedziela, 27 stycznia 2013

Rozdział 16

Klaus:

Zastosowałem się do rady Anastazji i postanowiłem wyjechać z Caroline do Turcji. Zdecydowanie za mocno ostatnie mi czasy ulegam wpływom, niestety nie mogę nic na to poradzić. Boże czy ona jeszcze długo będzie siedziała w tej łazience. Jak tak dalej pójdzie spóźnimy się na kolację a miałem w planach romantyczny wieczór podczas, którego poinformuje Caroline o mojej niespodziance.
- Jestem już gotowa- wybiegła z łazienki jak torpeda.- Przepraszam, że to tak długo trwało, ale przecież muszę dobrze wyglądać- uśmiechnęła się do mnie.
- Dla mnie możesz iść w worku po ziemniakach i tak jesteś piękna- pocałowała mnie w policzek.
- Wiem, ale przecież idę tam z tobą. Zastanów się co by pomyślały te wszystkie flirciary, które tylko się czają żeby się na ciebie rzucić- roześmiałem się.
- Przypuszczam, że przez te wszystkie wieki uodporniłem się na uroki pięknych kobiet. Teraz już lepiej chodźmy na kolację nie chce jej jeść nad ranem.
Jako, że w Mystic Falls nie ma zbyt wielu restauracji wybrałem włoską, która w moim mniemaniu była najlepsza. Usiedliśmy przy jednym ze stolików a kelner podał nam szampana.
- Pamiętasz szampan był pierwszą rzeczą, która nas połączyła.
- Zawsze uważałeś to za takie romantyczne- uśmiechnęła się promiennie. Boże jak ona pięknie wygląda. Trudno muszę to w końcu przyznać, ja Niklaus Mikaelson ponad tysiącletni pierwotny wampir jestem po uszy zakochany w młodziutkiej wampirzycy imieniem Caroline Forbes.
- Klaus słyszysz? Mówię do ciebie.
- Tak, przepraszam. Co mówiłaś? Zamyśliłem się.
- Idę do łazienki zaraz wracam.
- Mogłabyś się pospieszyć, mam ci coś ważnego do powiedzenia.
Caroline odeszła zostawiając mnie samego ze swoimi myślami. Co się ze mną dzieje? Rozsiadłem się wygodnie na krześle i zacząłem zbierać myśli. Od kilku dni panował niczym niezmącony spokój. Jednak miałem przeczucie, że to zwykła cisza przed burzą. Gorlov tak szybko nie odpuści. próbuje mnie dopaść już od stuleci. Do tego jeszcze ten cały Duke. Nawet go nie znam, ale coś z nim jest nie tak. Wilkołak z taką siłą to niemożliwe, nawet moje hybrydy takiej mnie posiadają. Czego on może ode mnie chcieć? Nawet nie zauważyłem, że minęło już około dwudziestu minut a Caroline jeszcze nie wróciła. Zacząłem się martwić. Wstałem od stolika i skierowałem się w stronę damskiej toalety.
- Nie może pan tam wejść. Nie widzi pan, że to toaleta przeznaczona dla kobiet- powiedziała kelnerka.
- Doskonale zdaje sobie z tego sprawę, ale widzi pani moja partnerka poszła do toalety dobre dwadzieścia minut temu i dotąd jeszcze nie wróciła. Chciałem tylko sprawdzić czy nic jej się przypadkiem nie stało.
- Niech pan chwileczkę zaczeka, sprawdzę. Jak pana partnerka wygląda?
- Blondynka, średniego wzrostu, ma na sobie czerwoną suknię- zaczynałem się coraz bardziej denerwować.
Kelnerka weszła do łazienki. Strasznie długo tam siedziała. W końcu nie wytrzymałem i sam wparowałem do tej przeklętej łazienki.
- Natychmiast proszę stąd wyjść!- krzyknęła kelnerka. Nie zważając na jej słowa zacząłem przeszukiwać poszczególne kabiny. Natychmiast wiedziałem, że coś jest nie tak. Wyczułem krew ale nie ludzką krew. W jednej z kabin znalazłem źródło zapachu. Kałuża krwi i już wiedziałem. Nagle zadzwonił mój telefon. Wyciągnąłem go z kieszeni i odebrałem.
- Słucham?
- Witaj, przyjacielu. Dawno żeśmy nie rozmawiali- to był głos Duka.- Wiesz na początku chciałem żebyś zginął ale później wpadł mi do głowy genialny pomysł- przerwał na chwilę.- Widzisz śmierć to dla ciebie za mało po tym co zrobiłeś więc pora żebyś teraz ty pocierpiał za wszystkie krzywdy, które wyrządziłeś. Nie ma lepszego sposobu żeby się zemścić niż odebranie ci tego co masz najlepsze w swoim parszywym życiu. Wiesz o czym, a właściwie o kim mówię, prawda?
- Jeżeli ją tkniesz rozszarpie cie na strzępy, zrozumiałeś?!- wrzasnąłem z wściekłością.
- Do usłyszenia, Klaus- rozłączył się.
Wybiegłem z restauracji, wsiadłem do auta i skierowałem się w stronę mojej rezydencji. Potrzebowałem pomocy.

Caroline:

Obudziłam się z potwornym bólem głowy. Otworzyłam oczy. To co ujrzałam dalekie było od tego, czego się spodziewałam. Leżałam na bardzo wygodnym łóżku w pięknym pokoju. Nie byłam przykuta do ściany i nikt się na mnie nie rzucił. Przy oknie na fotelu, tyłem do mnie siedział Duke. Spojrzał na mnie kiedy się poruszyłam.
- Obudziłaś się. Mam nadzieję, że jest ci wygodnie- jego głos brzmiał łagodnie.
- Gdzie jestem i dlaczego mnie porwałeś?- podszedł i usiadł na skraju łóżka.
- Bardzo mi przykro, ale musiałem to zrobić- westchnął.- Tutaj nie chodzi o ciebie, Caroline. Ty jesteś tylko środkiem do osiągnięcia moich celów. Potrzebna do dopadnięcia jego.
- Masz mnie natychmiast stąd wypuścić!- wrzasnęłam.
- Niestety nie mogę tego zrobić, moja droga. Klaus wie, że to ja cie porwałem i będzie szukał, aż w końcu dowie się gdzie jesteś i przyjdzie żeby cie odzyskać a wtedy zabiję go, a ciebie wypuszczę- zakończył.
- Nie zabijesz go Duke, już nie raz ci to mówiłem- do pokoju wszedł mężczyzna. Na moje oko mógł mieć około pięćdziesięciu lat.
- Ale przecież umów....
- Na nic się z tobą nie umawiałem mój chłopcze. Powiedziałem tylko, że Klaus będzie cierpiał za całe zło, które wyrządził ludziom. Nic nie mówiłem, że musi zginąć- powiedział mężczyzna. Zaczęłam się go bać- Teraz pozwól, że się przedstawię naszemu drogiemu gościowi, jestem Gorlov- zgiął się w niskim ukłonie.
- Pan wybaczy ale nie mam pojęcia kim pan jest i czego ode mnie chcesz- wydukałam.
- Ach, moja droga przecież Duke już ci wszystko tłumaczył. Ja nic od ciebie nie żądam chodzi tylko i wyłącznie o Niklausa. Kiedy się tutaj pojawi wypuszczę cie- uśmiechnął się.- Niestety do tego czasu będziesz musiała siedzieć grzecznie w tym pokoju. Nie chciał bym używać siły w końcu jesteś damą, prawda?- nie czekając na odpowiedź opuścił pokój.
- Kim jest ten człowiek?
- To najpotężniejszy mag w ostatnim tysiącleciu- odpowiedział Duke.
- Dlaczego chce dopaść Klausa?- wiedziałam, że jeśli będę zadawać mnóstwo pytań najwięcej się dowiem.
- Nie znam jego motywów- powiedział.- Teraz wybacz ale mam kilka rzeczy do załatwienia. Jeszcze jedno, lepiej nie próbuj wyskakiwać przez okno, Gorlov rzucił na nie jakieś zaklęcie, a i szyby nie przepuszczają promieni słonecznych.
- Po co mi to mówisz?
- Na wypadek gdybyś wpadła na pomysł zabijania się. Do zobaczenia, Caroline- opuścił pokój. Nie zostało mi nic innego jak czekać, aż Klaus mnie uratuje.

__________________________________________________________
Wiem, że jestem złą kobietą, ale przecież nie może być za słodko, prawda? Strasznie długo zabierałam się do przepisywania tego rozdziału. Mam nadzieję, że się podoba. Komentujcie:) Ponownie zostałam nominowana do Liebster Award przez RemedyForMemory z bloga
http://inthatwayiunderstoodhimandilovedhim.blogspot.com/. Jednak nie będę tworzyć nowego posta tylko dodam odpowiedzi pod poprzednim.

czwartek, 24 stycznia 2013

Nominacja:)




Jest to nominacja otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę" . Jest ona przyznawana blogom o mniejszej ilości obserwujących, dając możliwość rozpowszechnienia. Po otrzymaniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która cię nominowała. Następnie nominujesz 11 ( nie można nominować osoby , która nominowała ciebie) i zadajesz im 11 pytań. Zostałam nominowana przez Irminę z bloga http://only-love-is-real-klaroline.blogspot.com/

Odpowiedzi:

1. W tym roku będzie 19
2. Mam
3. Wszystkie z Johnnym Deppem (nie potrafię zdecydować:D)
4. TVD
5. Jasne, że tak:)
6. Czytać książki
7. Niebieski
8. Zrobiłam to pod wpływem impulsu
9. Ulubiona Elijah, nie lubię Bonnie
10. Lubię
11. O krok Henninga Mankella

Pytania:

1. Ile masz lat?
2. Ulubiony aktor/aktorka?
3. Ulubiony wokalista/zespół?
4. TVD vs True Blood?
5.  Dlaczego zaczęłaś prowadzić bloga?
6. Ulubiony wampir?
7. Film, który kojarzy ci się z dzieciństwem?
8. Wampir, wilkołak czy Hybryda?
9. Ulubiona książka o istotach nadprzyrodzonych?
10. Co najczęściej robisz w wolnym czasie?
11. Jak to się stało, że zaczęłaś oglądać TVD?

 Nominowani:
http://sentirsi-sempre.blogspot.com/

Odpowiedzi na pytania od RemedyForMemory:

1. Jazda konna, tenis i gra na fortepianie.
2. Jeżeli jakieś mam to jeszcze ich nie odkryłam:)
3. Kiedy ktoś mówi mi co mam robić.
4. Powinien być godny zaufania.
5. Uwielbiam być w ruchu, ale czasami potrzebuje też chwili spokoju z książką.
6. Michael Jackson, Queen.
7. Nie mam jakiegoś ulubionego miejsca.
8. Dużo się w nim dzieje a to najważniejsze.
9. Studia na wydziale Stosunki międzynarodowe
10. Chyba dlatego, że scenarzyści ocieplili trochę jego wizerunek.
11. Tajemniczego Silasa.

Odpowiedzi na pytania od Nathalie:

1. Muzyka, sport, historia.
2. Johnny Deep.
3. Aktualnie Z piekła rodem.
4. Nie mam takiego miejsca. Lubię to, w którym mieszkam.
5. Mam. Dwójkę starszych, jednego młodszego.
6. Obecnie mieszkam poza Polską. Kiedyś w pomorskim.
7. Nie mam takiej:)
8. Michael Jackson, Queen.
9.  Uwielbiam Elijah'ę i Klausa.
10. Konsultantem do spraw międzynarodowych.
11.  O krok Henninga Mankella

Dziękuje za nominację:)

piątek, 18 stycznia 2013

Rozdział 15

Caroline:

Obudziłam się późnym rankiem w sypialni Klausa. Stało się! Mogę ogłosić to wszem i wobec, że kocham tego wrażliwego drania. Resztę wczorajszego dnia pamiętam jak przez mgłę, natomiast noc no cóż niech zostanie moją słodką tajemnicą. Zapewne cały dom już o tym plotkuje. Wstałam z łóżka i ubrana w koszulę Nika zeszłam na dół. Nie spodziewałam się nikogo spotkać. Jednak przeliczyłam się w kuchni spotkałam popijających kawę Elijah'ę i Nessie odzianą w bardzo podobny sposób do mojego. Poczułam się skrępowana.
- Przepraszam was najmocniej- wydukałam.- Myślałam, że nikogo nie ma w domu.
- Nic nie szkodzi- powiedział Elijah.- Ja i tak muszę już iść- pocałował Nessie w usta.- Do zobaczenia, miłe panie- i wyszedł jakby to była najnormalniejsza sytuacja na świecie.
Przyglądałam się dziewczynie w osłupieniu. Nie wiedziałam co powiedzieć, jak się zachować.
- No co mi się tak przyglądasz jak sroka w gnat-uśmiechnęła się do mnie.- Myślisz, że tylko tobie i Niklausowi wolno być szczęśliwymi? Masz ochotę na kawę?- kiwnęłam głową i razem poszłyśmy do salonu.
Nastała pełna napięcia z mojej strony cisza. Anastazja w końcu ją przerwała.
- Wiesz co, mam dość tej twojej miny więc sama zacznę. Jestem Anastazja ale wszyscy mówią do mnie Nsesie tylko Klaus mówi na mnie mała Sarenka czego próbuje go oduczyć już od wieków. Jak widać bezskutecznie. Nie chce żebyś sobie myślała, że mnie coś z nim łączy. Co to, to mowy nie ma. Uwielbiam go, to tak ale o jakimś związku nigdy mowy nie było- powiedziała i po chwili dodała- jeśli go skrzywdzisz urwę ci głowę- miała taką minę, że jej wierzyłam.- Nie chce żeby cierpiał, zrozumiano. Wiem, że potrafi być istnym diabłem wcielonym , ale był ze mną w trudnych chwilach i jest dla mnie jak rodzina. Wszyscy Pierwotni są moją rodziną już od wieków- wysłuchałam jej słów w skupieniu. Nagle wpadło mi do głowy pytanie.
- To on cie przemienił?
- Tak- widać było, że nie chce o tym mówić.
- Możesz mi o tym opowiedzieć?
- Dobrze- nabrała powietrza.- Był rok tysiąc trzysta sześćdziesiąty trzeci, prawie cała moja rodzina zginęła w pożarze naszej ziemi, we Florencji. Właśnie stamtąd pochodzę. Mój ojciec wywodził się z wyższych sfer i mieliśmy spory majątek. Jednak kiedy on, moja matka, siostra i dwóch braci zginęli wysłano mnie do mojej babki w Londynie. Bardzo dobrze mi się z nią żyło. Pewnego dnia spotkałam Niklausa wtedy był hrabią, więc kiedy zaczął traktować mnie jako równą sobie pochlebiało mi to. Zaprzyjaźniliśmy się i pewnego wieczoru wyjawił mi swoją tajemnice. Wcześniej już coś podejrzewałam ale bałam się zapytać. Jednak mimo tego, iż wiedziałam kim jest nie bałam się. Kilka tygodni po tym zdarzeniu poznałam Elijah'ę, później Kola i Rebekę. Wiedziałam też o Finnie. Minęło ze trzy miesiące kiedy w naszych stronach zapanowała zaraza. Najprawdopodobniej Gruźlica. Mój stan był krytyczny. Nawet mała ilość wampirzej krwi już nie pomagała. Zapewne bym umarła, jednak Klaus dał mi wybór mogłam umrzeć albo stać się wampirem. Widzisz co wybrałam.
- A co się stało z twoją babcią?- wtrąciłam.
- Kilka lat później zmarła. Zapewne zastanawiasz się jak to się stało, że się nie domyśliła. Kiedy zaczęła mnie wypytywać o chłopców, przedstawiłam jej Elijah'ę. Od razu przypadł jej do gustu. Do końca swojego życia wychwalała go pod niebiosa- uśmiechnęła się.- Życie wampira nie jest takie złe. Jednak wiesz kiedy teraz o tym mówię, oddałabym wszystko żeby być człowiekiem. Dlatego nie lubię tego wspominać. Marzyłam kiedyś o mężu, dzieciach, własnym domu i wnukach, które jako staruszkowie będziemy bawić z moim ukochanym. Nie spojrzę już nigdy w twarze moich bliskich, którzy tak dawno odeszli.- do oczu napłynęły mi łzy. Nsesie spływały po policzkach.- Ale koniec z tym smuceniem się, pora się ubierać- uśmiechnęła się do mnie ocierając łzy i razem poszłyśmy na górę.

Klaus:

Miałem bardzo ciężki dzień. Te wszystkie dzieciaki są nie do zniesienia. Wszedłem do domu. Uderzyła mnie panująca wokół cisza. Usiadłem w salonie i upajałem się samotnością.
- Klaus nareszcie jesteś!- krzyknęła. Uśmiechnąłem się na dźwięk jej głosu.
- Jak ci minął dzień kochanie?
- Wspaniale, jednak bardzo mi ciebie brakowało- powiedziała siadając mi na kolanach.- Neese opowiedziała mi całą swoją historię.
- Potrzebowała tego- musiała bardzo to przeżyć.- Powinniście zostać przyjaciółkami.
- Oczywiście, że zostaniemy- uśmiech nie schodził jej z twarzy.- Miałeś bardzo ciężki dzień to widać.
- Dzieciaki są nieznośne, ale...-zadzwonił jej telefon. Nie skupiałem się z kim i o czym rozmawia. Po chwili się rozłączyła i westchnęła z rezygnacją.
- Niestety, kochanie. Bonnie ma problemy sercowe. Sam rozumiesz. Pędzę jej na pomoc- pocałowała mnie w policzek i wybiegła z domu.
Minęła tylko chwila a obok mnie pojawiła się Nessie.
- Słuchaj Nik. Jest ważna sprawa- przerwałem jej.
- Zajmiemy się twoją sprawą później. Postanowiłem zabrać Caroline w podróż. Mogła byś mi coś doradzić?
- Pewnie myślisz, że najlepiej wywieźć ją do jakiś Włoch, Francji albo Hiszpanii. Jednak doradzę ci lepsze rozwiązanie. Zabierz ją do Turcji- wybałuszyłem na nią oczy.- No co, myślisz, że  dziewczyną imponuje jakieś romantyczne spacerki. W Turcji przynajmniej pozna nową kulturę, zobaczy jakieś zabytki, a na spacerki też możecie sobie chodzić.
- Wiesz to może być nawet dobry pomysł- chwile milczeliśmy.- Co chciałaś mi powiedzieć?
- Wiesz to już nie jest ważne- odeszła bez słowa.

Anastazja:

Dwie godziny wcześniej:
- Zobacz coś tutaj znalazłam- podsunęłam mu jedną z wielkich ksiąg.
Jeden z najbardziej niebezpiecznych i nieprzewidywalnych magów
na świecie został skazany na śmieć poprzez spalenie na stosie za 
uprawianie magii. Ludzie zastanawia się nad jego pochodzeniem.
Jest również podejrzewany o podtrzymywanie za pomocy czarów
swojego życia.- czytał fragment z uwagą.
- Myślisz, że to tekst mówiący o Garlovie?- zapytałam po chwili.
- Nie wiadomo dokładnie, ale z jakiego roku pochodzi owa kronika?- zapytał Elijah.
- Z tysiąc sto dwudziestego piątego- odpowiedziałam.- Czy właśnie w tamtych latach on prześladował waszą rodzinę?- zapytałam.
- Dokładnie. Jednak ja znalazłem coś jeszcze ważniejszego. Dowodzi tego, że Gorlov podtrzymywał życie za pomocą magii.
Rok dziewięćset dziewięćdziesiąty piąty:
Jeden z największych magów imieniem Gorlov
razem z najpotężniejszą czarownicą Esther 
podejrzewani są o zabójstwo jednej z 
czcigodnych obywatelek naszej społeczności.
Ich czyny kierowane były odczuciami zazdrości.
- Co to do diaska znaczy?- zapytałam.
- Znaczy, że Esther i Gorlov znali się jeszcze przed naszą przemianą- odpowiedział Elijah.
- Jeśli to prawda to znaczy, że ataki Gorlova nie są przypadkowe. Ale co dokładnie kieruje motywami tego maga?
- Żebym tylko to wiedział. Idź do Klausa, powiedzieć co odkryliśmy. Na pewno go to zainteresuje.

____________________________________________________________
Jest rozdział. Miało być trochę inaczej ale jakoś mi to nie wyszło. Przepraszam.

niedziela, 13 stycznia 2013

Rozdział 14

Klaus:

Siedziałem w swojej swojej willi popijając Burbona i zastanawiałem się jak mam załatwić tą całą sprawę z Dukiem. Moje rozmyślenia zostały nagle przerwane przez gwałtowne pukanie do drzwi.
- Ktoś mógłby otworzyć?!- krzyknąłem. Brak jakiegokolwiek odzewu. Nie pozostało mi nic innego jak wstać i pójść otworzyć te piekielne drzwi. Kiedy stanąłem na progu i rozejrzałem na zewnątrz nie było nikogo. Zamknąłem ponownie drzwi.
- Głupi ludzie- burknąłem pod nosem.
- Ja na pewno nie należę do ludzi mój drogi, Niklausie- powiedział kobiecy głos. Odwróciłem się raptownie.
- Nessie?- wydukałem zaskoczony.- Co ty tutaj u licha robisz?
- Spodziewałam się cieplejszego powitania, po trzystu latach rozłąki- odpowiedziała z uśmiechem.- Wracając do twojego pytania, pojawiam się w samą porę, z zaufanych źródeł wiem, że masz kłopoty. Ale o tym później, teraz chodź się przytulić- podeszła do mnie i uściskała serdecznie. Po chwili pierwszy szok minął i oprzytomniałem
- Wchodź. Usiądźmy w salonie. Musisz mi opowiedzieć co się z tobą działo przez te wszystkie lata, moja mała Sarenko.
- Przestań tak do mnie mówić!- krzyknęła z rozbawieniem.- To, że od sześciuset pięćdziesięciu lat jestem tylko osiemnastolatką wcale nie znaczy, że nadal jest ze mnie takie naburmuszone dziecko jak kiedyś- zawsze traktowałem ją  małą dziewczynkę. Jej wygląd wcale nie pomagał w tym żebym zaczął traktować ją inaczej.
- Wiesz, że dla mnie zawsze będziesz tamtą zagubioną dziewczynką, którą poznałem w tysiąc trzysta sześćdziesiątym trzecim- uśmiechnąłem się do tego wspomnienia.- Ale dość o tym co cię sprowadza w te strony?- zapytałem z zaciekawieniem.
- Już ci przecież mówiłam. Dowiedziałam się od twojego wiernego sługusa, że ktoś niebezpieczny się wokół ciebie kręci. Wiesz dobrze, że lubię takie akcje, po za tym zawsze nadstawie karku za ciebie, Rebekę, Elijah'ę i Kola. Jesteście moją rodziną.- wyjaśniła.- Teraz powiedz co to za dupek?
- Szczególnie za Elijah'ę, co?- walnęła mnie poduszką.- To takie małe wtrącenie. Koniec z tym. Sprawa jest taka-zacząłem- chłopak, który nam zagraża, pojawił się niedawno w miasteczku, jest wilkołakiem- Nesse wciągnęła głęboko powietrze- ale to nie wszystko, jest bardzo silny, równie silny jak Pierwotni- zakończyłem z westchnieniem.
- To jedyne informacje?- zapytała. Oczy miała wielkie jak spodki.
- Według naszych przypuszczeń pracuje dla Gorlova.
- Tego samego, o którym krąży tyle legend?
- Zgadza się- chwilę siedzieliśmy  w milczeniu.
- Powiedź jak mogę pomóc- powiedziała po chwili.- Najważniejsze moje pytanie kim dla ciebie jest, Caroline?- poczułem się dziwnie.
- Sprawa jest taka... Caroline, to piękna kobieta... Nawet bardzo... Nie chce żeby coś się jej stało... Jest dla mnie ważna...- jąkałem się jak jakiś uczniak na dywaniku dyrektora.
- Kochasz ją?- zapytała bez ogródek.
- Nie!- krzyknąłem.- To znaczy nie wiem. Coś do niej czuje. Możemy skończyć tą bezsensowną rozmowę?
- Powiedz jej o swoich uczuciach. Nie ma się czego bać. Najwyżej dostaniesz kosza, ale przynajmniej będziesz wiedział na czym stoisz- powiedziała.- Dobrze, koniec tematu. Wiem, że uczysz w szkole, więc przedstawisz mnie klasie.
- Chcesz chodzić do szkoły?- zapytałem głupio.
- Co mam robić? Siedzieć tutaj i umierać z nudów?- uśmiechnąłem się.
- Chodźmy więc, za czterdzieści minut mam pierwszą lekcję.- wstałem, podałem jej dłoń i razem opuściliśmy  rezydencję.

Caroline:

Siedzieliśmy w klasie czekając na przybycie Klausa. W końcu się pojawił. Nie był sam. Tuż za nim do klasy wślizgnęła się młoda dziewczyna. Miałam wrażenie, że jest o wiele bardziej filigranowa od Bonnie. Była niskiego wzrostu nie sięgała Klausowi nawet do ramienia, miała szczupłą sylwetkę, długie czarne włosy, brązowe oczy, oliwkową cerę. Krótką mówiąc była bardzo ładna. Moje rozmyślenia przerwał głos Klausa:
- Przepraszam za spóźnienie. Jako, że wasz wychowawca obecnie przebywa na chorobowym, to mnie przypadł zaszczyt przedstawienia wam nowej uczennicy- przerwał na chwilę.- To Anastazja Harris, przyjechała do nas z dalekiego Londynu mam ogromną nadzieję, że przyjmiecie ją z otwartymi ramionami. Proszę cie usiądź między Stefanem a Caroline jest tam dla ciebie wolna ławka- dziewczyna wykonała polecenie, przesyłając Klausowi dziwny uśmieszek.
Przez resztę lekcji nie potrafiłam skupić myśli na tym co mówił Klaus, ponieważ całą moją uwagę pochłaniała ta nowa dziewczyna. Czyżby była kimś dla Nika? Może to jego nowa zabawka? Coś mi się w niej nie podobało. Wydawała się taka za bardzo spokojna. Kiedy lekcja dobiegła końca Klaus zawołał:
- Caroline, mogłabyś podejść do mojego biurka?- czekałam, aż wszyscy wyjdą. Nagle usłyszałam:
- Do zobaczenia w domu Nik- Klaus uśmiechnął się do tej nowej dziewczyny. Poczułam złość.
- Możesz zamknąć za sobą drzwi, Nessie?- mówił do niej zdrobniale. Znali się. Podeszłam do jego biurka.
- Czego sobie pan życzy, profesorze?- zapytałam oficjalnie.
- Od kiedy mówisz do mnie per profesorze?
- Od dzisiaj. Przecież jest pan moim nauczycielem.- powiedziałam oschle.
- Co cie ugryzło?- zapytał.- Nie musisz mówić, już wiem chodzi ci o Nesse. Jesteś zazdrosna- uśmiechnął się.
- Nie interesują mnie pana prywatne sprawy- odrzekłam.- Jednak to dość dziwne mieć romans z uczennicą. Chyba, że ona jest wampirem to zmienia postać rzeczy- zakończyłam.
- Mam z nią romans? Oszalałaś?!- krzyknął.- Doskonale wiesz, że ona jest wampirem. Jednak nic mnie z nią nie łączy. To tylko przyjaciółka.- westchnął.- Jedyną dziewczyną, w której jestem szaleńczo zakochany od dłuższego czasu jest pewna blond piękność, która w tej chwili robi mi scenę zazdrości- powiedział.
- Coś ty powiedział?
- Że kocham cie do szaleństwa!
Nie pozwolił mi nic więcej powiedzieć, ponieważ zamknął moje usta namiętnym pocałunkiem.
________________________________________________________________________________
Nie miałam co robić więc przepisałam jeszcze jeden rozdział. Wiem, że jest nudny, ale jakoś musiałam wprowadzić nową postać. Od razu mówię, że ona jest tylko prawdziwą przyjaciółką Klausa. Nic między nimi nie ma. Mam już napisane zakończenie tego opowiadania, więc teraz rozdziały będą się często pojawiać. Planuje je zakończyć do końca lutego, ponieważ mam jeszcze drugi blog a niedawno zaczęłam pisać trzecie opowiadanie, które pewnie też opublikuje, więc będę potrzebowała trochę więcej czasu. Ale nie ma się jeszcze czym martwić. Kolejny rozdział najprawdopodobniej w piątek, więc do napisania. Pozdrawiam. Komentujcie:)
Ps. Dziękuje, że jesteście ze mną:) To wiele dla mnie znaczy. Jesteście najlepsi!

sobota, 12 stycznia 2013

Rozdział 13

Caroline:


Obudziłam się z potwornym bólem głowy. Usiadłam na łóżku. Zakręciło mi się w głowie, więc z powrotem ległam na miękkie poduszki. Jedyne co zdążyłam zarejestrować to fakt, że nie znajduje się w swoim domu. W takim razie gdzie jestem? W pokoju panował mrok i ciężko mi było odróżnić nawet poszczególny kształt mebli. Nie pewnie wstałam, podeszłam do ściany i zaczęłam szukać włącznika światła. Kiedy wreszcie go znalazłam i pokój rozświetliła dziwnie czerwonawa barwa od razu rozpoznałam sypialnię Klausa. Co ja tutaj robię? Jak się tu znalazłam? Usiadłam ponownie na łóżku i próbowałam sobie wszystko przypomnieć. Wczoraj dowiedziałam się, Duke jest wilkołakiem i mnie oszukiwał, poszłam do Grilla, upiłam się, Klaus też tam był, nie byłam w stanie wrócić do domu, zabrał mnie do siebie i pocałowałam go. Boże przenajświętszy ja go pocałowałam, co za wstyd. Jak ja się mu na oczy pokarzę. Zaczęłam rozglądać się po sypialni jakbym oczekiwała, że zaraz wyskoczy z szafy. Nic takiego się nie wydarzyło. Jednak zauważyłam, że na szafce nocnej stoi taca z jedzeniem, kawa, pusta szklanka i woreczek krwi, natomiast na fotelu dresy i bluza. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego jaka jestem głodna. Praktycznie rzuciłam się na naleśniki. Kiedy skończyłam posiłek zauważyłam, że dołączona została również karteczka. Wzięłam ją i przeczytałam:


Caroline:
Mam nadzieję, że dobrze ci się spało i lubisz naleśniki.
Przebierz się w rzeczy które zostawiłem na fotelu..
W domu są Rebekah i Elijah..
Mój brat dopilnuje żeby Rebekah zbytnio ci nie dokuczała.
Ubolewam nad tym, że nie ma mnie teraz przy tobie.
Mam nadzieję, że mi to wybaczysz.
Musiałem załatwić bardzo pilną sprawę.
Życzę ci miłego dnia i do zobaczenia
Klaus.

Odłożyłam kartkę z powrotem na stolik. To bardzo miłe z jego strony, że się tak mną zajął. Jednak strasznie boję się spotkania z Elijah'ą . Co on sobie o mnie pomyśli? Pomyślę o tym później,teraz pora na prysznic. Pomaszerowałam do łazienki. Była równie piękna co reszta domu. Utrzymana w takich samych barwach co sypialnia idealnie pasowała do Klausa. Ściany zdobił ogromny fresk przedstawiający walczących na arenie ze zwierzętami gladiatorów, z jednej strony stał duży prysznic, z drugiej owalna wanna. Jednak moją uwagę przykuła umywalka i wiszące nad nią złocone lustro. Kiedy w nie spojrzałam, miałam dziwne wrażenie, że jeden z przedstawionych na fresku wojowników rzuca się na mnie. Spędziłam w łazience około godziny. Dresy i bluza, którą zostawił mi Klaus były o wiele za duże i pachniały jego wodą kolońską. Potwornie bałam się wyjść na korytarz. Wiedziała, że Elijah i Rebekah mnie usłyszą. Wreszcie zebrałam w sobie całą odwagę i wyszłam z sypialni. Zdążyłam zrobić tylko kilka kroków w kierunku schodów kiedy usłyszałam:
- Już myślałem, że nigdy nie opuścisz tego pokoju- aż podskoczyłam ze strachu. Odwróciłam się i zobaczyłam idącego w moim kierunku z uśmiechem na ustach Elijah'ę.- Czemu patrzysz na mnie z takim lękiem?- zapytał. Poczułam się głupio.
- Po prostu to dość niezręczna sytuacja, nie uważasz?- teraz to ja zadałam pytanie.
- Wcale nie uważam tego za niezręczną sytuację, Caroline- poklepał mnie delikatnie po ramieniu.- Mój brat w końcu zachował się jak należy- jeszcze raz się uśmiechnął.- W końcu podobno byłaś tak pijana, że Klaus mógł to wykorzystać, a tego nie zrobił. -Nie wiedziałam czy to była pochwała dla Klausa, czy karcąca uwaga dla mnie, więc tylko uśmiechnęłam się niewyraźnie.
- Teraz chodźmy stąd lepiej, ponieważ jestem pewien, że Rebekah podsłuchuje każde nasze słowo i nie może się doczekać żeby cie nie dopaść lepiej dla ciebie żebym miał na twoją osobę, jak to się teraz mówi, oko- byłam mu ogromnie wdzięczna, że nie zadaje zbędnych pytać i nie zostawia na pożarcie Rebece, która na pewno zadawała by pytania z taką częstotliwością, że nie zdążyłabym z odpowiedziami.
Zeszliśmy do salonu. Elijah zaproponował mi kawę, której grzecznie odmówiłam i usiadł na przeciwko mnie. Zaczął zadawać mi pytania, na które z chęcią odpowiadałam. Pytał o to jak żyłam zanim zostałam wampirem, o moją rodzinę, o to jak radziłam sobie z rozwodem rodziców i odmienną orientacją taty, o moje marzenia i cele, które mam w tej chwili. Później to ja zadałam mu podobne pytania, a on o dziwo jakby otworzył się przede mną. Zauważyłam, że jemu mimo tego, że jest najstarszy z rodzeństwa i musi zachowywać się najdojrzalej też była potrzebna osoba, która po prostu go wysłucha. Cieszyłam się, że to ja jestem tą osobą. Spędziłam w jego towarzystwie miłe popołudnie i przykro mi było opuszczać dom pierwotnych, szczególnie, że nie zobaczyłam Klausa.

Klaus:

Czekaliśmy z Kolem pod jego domem od dobrych trzech godzin. Wiedziałem, że dzisiaj w nocy była pełnia więc nie spodziewałem się zbyt szybko go zobaczyć. W końcu się pojawił. Powoli wyszliśmy z samochodu i skierowaliśmy się w jego kierunku.
- Witam Duke, czekaliśmy na ciebie- powiedziałem gdy byliśmy już wystarczająco blisko. Chłopak odwrócił się raptownie.
- Niklaus Mikaelson, co pan tutaj robi? Kim jest ten człowiek?- poczułem wzbierającą we mnie wściekłość.
- Nie zrobisz ze mnie głupca- powiedziałem i złapałem go za gardło.- Wiesz tak samo dobrze jak ja, że nie jesteśmy ludźmi- rzuciłem nim o ziemię. Kol złapał mnie za ramię.
- Uspokój się bracie, bo jak tak dalej pójdzie to niczego się od niego nie dowiemy-powiedział.
- Masz rację- wziąłem głębszy oddech i postawiłem Duka na nogi.- Teraz wszystko nam wyśpiewasz albo zginiesz. Co wybierasz?- zapytałem drwiąco. Chłopak nie wykonał żadnego ruchu.
- Tak też myślałem. Pierwsze pytanie: Dla kogo pracujesz?- puściłem go.
- Co mi to da, że ci powiem?- jeszcze próbuje się targować.
- Ocalisz swoje nędzne życie- odpowiedziałem z uśmiechem.
- Ocalę je teraz, ale później czeka mnie większa kara niż śmierć z twoich rąk- wiedziałem już o czym mówi. Spojrzałem na Kola, też wiedział.
- Pracujesz na polecenie Gorlova- wybałuszył na mnie oczy.- Łatwo się domyślić.
- Możesz sobie myśleć co chcesz, ale pamiętaj znam twoją największą blond włosom słabość- znów do niego doskoczyłem i przygwoździłem do ziemi.
- Trzymaj się od, Caroline z daleka, zrozumiałeś?- nie jestem dokładnie w stanie pojąć jak, ale po chwili to ja leżałem na ziemi duszony przez Duka, a Kol leżał obok zwijając się z bólu z wbitym w brzuch kołkiem.
- To ty sobie zapamiętaj, Niklaus jestem silniejszym przeciwnikiem niż ci się wydaje. Mogę sprawić, że to ty zginiesz z moich rąk- poczułem silny ból, a Duka już nie było. Wyciągnąłem kołek z brzucha mojego i pomogłem to z robić Kolowi. On odezwał się pierwszy:
- Kim do diabła on jest?- zapytał.
- Naszym wrogiem- odpowiedziałem.
________________________________________________________________________________
Jest wreszcie rozdział, z którego jestem w pełni zadowolona. Znalazłam wszystkie rozdziały, które napisałam bardzo dawno temu, jeszcze zanim zaczęłam je publikować. Mam nadzieję, że ten rozdział jest lepszy od poprzedniego i się podoba. KOMENTUJCIE:)

piątek, 11 stycznia 2013

Rozdział 12

Caroline:

Obudziłam się w środku nocy z dziwnym przeczuciem. Miałam wrażenie, że jestem obserwowana. Usiadłam na łóżku. Moje przeczucie było słuszne. Ktoś siedział na fotelu przy oknie. Przeraziłam się.
- Kim jesteś?- zapytałam z wahaniem.
- Nie bój się, Caroline to ja, Duke- co on tutaj robi. Wstałam z łóżka i włączyłam światło.
- Jak się tutaj dostałeś?- jeszcze byłam w szoku.
- Wszedłem przez okno- wstał i podszedł do mnie. Dopiero teraz zauważyłam, że jakoś dziwnie wygląda.- Nie bój się mnie, nie zrobię ci krzywdy.
- Co tutaj robisz, po co przyszedłeś?- uśmiechnął się. Poczułam niepokój.- Nie jesteś człowiekiem, prawda?- pokręcił głową.
- Przecież ty też jesteś istotą nadprzyrodzoną- powiedział ze spokojem.- Jestem wilkołakiem- odskoczyłam od niego.
- Co takiego?!- krzyknęłam. Nic nie powiedział. Po kilku minutach uspokoiłam się trochę i zapytałam.- Skąd o mnie wiesz?- milczał. Nagle mnie olśniło.- Nasze spotkanie nie było przypadkowe, prawda?- znów pokręcił głową.
- Caroline, to nie tak jak myślisz. Przyznaje, że nie przypadkiem spotkaliśmy wiedziałem kim jesteś od samego początku. Potrzebowałem pomocy jednak nie mogłem ci nic powiedzieć. Wiem, że w Mystic Falls żyje dużo więcej wampirów niż ty i również Pierwsi.
- Jakich informacji potrzebowałeś?- odwrócił się do mnie plecami.
- Musiałem dowiedzieć się jak wygląda Klaus. We wszystkich miejscach, w których byłem nikt nie potrafił mi opisać jego wyglądu. Od wielu lat tożsamość najgroźniejszego Pierwotnego pozostawała tajemnicą.
- Dlaczego go szukałeś?- podeszłam do okna.
- Jestem wilkołakiem a chyba zdajesz sobie sprawę z czym się to wiąże. Potrzebuje trochę jego krwi-rozumiałam o czym mówi. Doskonale pamiętałam co przeżywał Tyler.
- Chcesz żebym ci pomogła, tak?- znałam już odpowiedź.
- Szczerzę, na to właśnie liczę. Masz nad nim jakąś władzę. Jesteś jego słabością. Jeśli umiejętnie poprosisz zrobi dla Ciebie wiele rzeczy- nie mogłam uwierzyć własnym uszom.
- Wyłącznie po to byłam ci potrzebna?- poczułam nieopisaną wściekłość.- Nie będę nic dla ciebie robić! Wynoś się stąd!- odczekałam, aż wyjdzie i sama udałam się w stronę Grilla.
Weszłam do baru i od razu zobaczyłam, że Klaus siedzi przy jednym ze stolików. Podeszłam do Matta, zamówiłam sobie drinka i usiadłam.
- Może miałabyś ochotę przysiąść się do mojego stolika?- usłyszałam ten przepełniony angielskim akcentem głos.
- Czemu nie- odwróciłam się i bez większego skrępowania dosiadłam się do stolika Klausa.
- Powiedz mi, Caroline co cie sprowadza do baru o tak późnej porze?- zapytał.
- Czy to nie oczywiste. Miałam ochotę napić się drinka po ciężkim dniu- odpowiedziałam.
- Co spowodowało, że tak miły dzień stał się ciężki?- boże czy on musi zadawać te głupie pytania.
- Wiesz co faceci to najgłupsze stworzenia jakie chodziły po ziemi- dopiłam już kolejnego drinka.- Najpierw robią ci nadzieję, mówią jaka to ty nie jesteś piękna i te wszystkie inne brednie. Po czy bez skrupułów informują cie, że potrzebowali twojej osoby tylko po to żeby dobrać się do dupy innej- nie byłam w stanie ciągnąć tej rozmowy.

Klaus:

Caroline skończyła swój monolog. Wiedziałem, że mówiąc mężczyźni ma na myśli tego całego Duka. Byłem ciekawy co takiego zrobił.
- Kochanie, czy ktoś zrobił ci krzywdę?- zapytałem jak najdelikatniej potrafiłem.
- Duke- odpowiedziała beż zahamowań- Wiesz co on jest wilkołakiem. Wykorzystywał mnie tylko po to żeby dostać się do ciebie- nie mogłem uwierzyć.- Potrzebuje twojej krwi, a ja głupia myślałam, że mu na mnie zależy- wypiła, któregoś z kolei drinka.- Wiesz co, ja idę do domu- wstała i mocno się zachwiała, natychmiast złamałem ją za ramię.
- Sama raczej nigdzie nie pójdziesz- powiedziałem spokojnie.
- Właśnie, że pójdę. Puszczaj mnie!- próbowała się ze mną szarpać, ale była tak bardzo pijana, że po chwili dała za wygraną.
- Chodź zabiorę cie do siebie. Chyba nie chcesz żeby mama zobaczyła cie w takim stanie?- zapytałem z rozbawieniem.
Nic nie odpowiedziała. Wyprowadziłem ją z baru, posadziłem w samochodzie, a sam zająłem miejsce za kierownicą. Po dziesięciu minutach byliśmy już przed moją rezydencją. Wiedziałem, że Kol, Rebekah i Elijah są w domu, więc po cichu wniosłem Caroline na piętro i wprowadziłem do mojej sypialni. Położyłem ją na łóżku, a Caroline niespodziewanie chwyciła mnie za szyję i pocałowała. Kiedy się od niej oderwałem powiedziała:
- Proszę zostań ze mną- musiałem zachować zimną krew. Ona była za bardzo pijana.
- Dobranoc, Caroline- kiedy wychodziłem z pokoju odwróciłem się żeby na nią spojrzeć. Dziewczyna już zasnęła.

________________________________________________________________________________
Jakoś tak sama nie wiem jaki jest ten rozdział. Mam nadzieje, że nie taki beznadziejny jakim mi się wydaje. Proszę o komentarze one bardzo mnie motywują:)

piątek, 4 stycznia 2013

Rozdział 11

Caroline:

Czy to się naprawdę stało? Może coś mi się przyśniło? On jest tylko moim przyjacielem. Dzisiaj idziemy razem na imprezę z okazji Dnia Założyciela. Będziemy się świetnie bawić. Wstałam z łóżka, poszłam szybko do łazienki i po trzydziestu minutach wyszłam do szkoły.  Dzisiaj nie mogłam się skupić na lekcjach. Ciągle myślałam o balu i o Duke'u . Na szczęście Klausa nie było na lekcjach więc znaczyło to, że jeszcze nie wrócił. Nie zniszczy nam dobrej zabawy. Po lekcjach dziewczyny powiedziały, że idą do Rebeki przygotować się na wieczór.
- Nie ma mowy nie pójdę tam!- podniosłam głos.- Od kiedy to tak przyjaźnicie się z Rebeką?- zapytałam. Dziewczyny popatrzyły na siebie.
- No wiesz, Caroline ona i Matt coraz więcej dla siebie znaczą- zaczęła Elena.- Po za tym Rebekah wcale nie jest taka zła, wystarczy ją lepiej poznać- pospieszyła jej z pomocą Bonnie. Nie mogłam uwierzyć własnym uszom.
- Co wy mówicie?!- krzyknęłam.- Przecież to siostra Klausa, nie może być dobra- popatrzyły na mnie podejrzliwie.- Przyznaj się lepiej, że nie chcesz spotkać Klausa- powiedziała Bonnie.
- O czym ty mówisz? Sugerujesz, że boje się go?- dziewczyny potrząsnęły głowami.- Dobra zgoda. Chodźmy do Rebeki i miejmy to już za sobą.
Ruszyłyśmy w kierunku domu Mikaelsonów. Rebekah krzątała się po domu w poszukiwaniu różnych części garderoby. Kiedy weszłyśmy podbiegła do nas i powiedziała:
- No nareszcie, myślałam, że już się nie doczekam. Potrzebuje pomocy!- krzyknęła. Dziewczyny zaśmiały się i zaczęłyśmy się szykować. W pewnym momencie poczułam silną potrzebę pobycia w samotności.  Podeszłam do Rebeki i zapytałam:
- Gdzie jest toaleta?- głupie pytanie ale co miałam powiedzieć żeby dziewczyny nie zaczęły czegoś podejrzewać.- Idź na górę, drugie drzwi po lewej- uśmiechnęła się. Może ona naprawdę nie jest, aż taka zła.
Kiedy weszłam na górę, moją uwagę przykuły drzwi na końcu korytarza. Sama nie wiem co mnie podkusiło ale podeszłam do nich, uchyliłam i jak najciszej zajrzałam do środka. No tak od razu wiedziałam gdzie się znalazłam. Sypialnia Klausa. Wiedziałam, że powinnam natychmiast opuścić ten pokój ale pokusa była zbyt silna. Cały pokój utrzymany był w odcieniach brązu oraz beżu. Na ścianach wisiało dużo przepięknych obrazów. Panował półmrok, a w powietrzu unosił się przyjemny zapach. Woda kolońska. Podeszłam do jednej z komód i zobaczyłam rysownik. Już chciałam pooglądać znajdujące się w nim rysunki kiedy usłyszałam:
- Caroline, utopiłaś się w tej łazience czy co? Przez ciebie się spóźnimy!- krzyczała Elena. Zrezygnowana wyszłam z pokoju i zeszłam na dół. Umówiliśmy się z chłopakami, że będą na nas czekali przed ratuszem. Tylko Damon i Meredith przyjechali razem. Wszyscy wyglądali bardzo wytwornie w czarnych smokingach. Kiedy weszliśmy na salę balową czułam się jak królowa. Nie miałam jednak ochoty na taniec chociaż Duke bardzo chciał zatańczyć ze mną walca. Wszyscy rozmawialiśmy o szkole, egzaminach, stresie, studiach. Jednak w pewnym momencie do sali wkroczyli, modnie spóźnieni Elijah, Kol i Klaus, który podszedł do nas z tak ujmującym uśmiechem, że zrobiło mi się gorąco. Zapomniałam już jak wspaniale prezentuje się w smokingu. Przystanął, obdarzył Duka uśmiechem i dziwnie podejrzliwym spojrzeniem i zapytał:
- Czy mogę porwać panu tą damę na jeden taniec?- spojrzałam na Duka. Uśmiechał się.- Oczywiście panie...
- Mikaelson. Niklaus Mikaelson- pospieszył z odpowiedzią Klaus.- Czy podarujesz mi ten taniec, Caroline?- sama nie rozumiem dlaczego ale odpowiedziałam- Z największą przyjemnością.

Klaus:

Podałem Caroline ramię i poprowadziłem na parkiet. Po tych trzech długich tygodniach nie widzenia się z nią, jej bliskość działała na mnie uspokajająco. Tańczyliśmy walca. Według mnie jeden z najpiękniejszych i najwytworniejszych tańców. W pewny momencie zagadnąłem do niej:
- Wiesz Caroline, muszę zapytać czy mama nie nauczyła cie, że nie wolno myszkować w cudzych rzeczach?-  wyraz jej twarzy nagle się zmienił.
- O czym ty mówisz?- zapytała z oburzeniem, jednak w jej oczach pojawił się nie wiedzieć dlaczego strach. Bardzo mnie to rozbawiło.
- Doskonale wiesz o czym mówię- uśmiechnąłem się.- Nie patrz na mnie z takim przerażeniem, przecież nie zamorduje cie za to, że weszłaś do mojej sypialni. To dla mnie bardzo osobiste miejsce i wolałbym żebyś więcej tam nie wchodziła. Chyba, że cie tam zaproszę- myślałem, że uderzy mnie w twarz ale w tej chwili walc dobiegł końca i podszedł do nas ten jej absztyfikant i powiedział:
- Caroline, nie czuje się zbyt dobrze. Chyba pojadę do domu- dziewczyna patrzyła to na niego to na mnie.
- Pojadę z tobą, też jestem zmęczona- pożegnali się, a ja patrząc jak odchodzą wiedziałem, że wygrałem tą bitwę. Udało mi się wzbudzić ciekawość Caroline. Widziałem to w jej spojrzeniu. W tej chwili czułem się całkowicie usatysfakcjonowany, po tych kilku tygodniach niepowodzeń.

_______________________________________________________________________________
Kolejny rozdział, udało się. Nie mogę uwierzyć, jesteśmy już prawie w połowie opowiadania. Jak ten czas szybko leci. Mam nadzieję, że rozdział się podoba. Komentujcie. Pozdrawiam:)

piątek, 28 grudnia 2012

Rozdział 10

Caroline:

Przez kolejne kilka dni Duke dotrzymywał mi towarzystwa. Okazał się dla mnie naprawdę dużym wsparciem. Klausa nie widziałam wcale, ponieważ z tego co oznajmił nam dyrektor pan profesor Mikaelson musiał w bardzo ważnych sprawach rodzinnych opuścić miasto. Po części było to prawdą. Od dwóch tygodni nie widziałam również Tylera. Zastanawiałam się co Kol z nim zrobił po tym jak razem z Klausem odjechaliśmy spod domu. Pani burmistrz powiedziała mi, że Tyler postanowił wyjechać i już nigdy nie wracać. Dziwne, ale może to i lepiej, przynajmniej nie będę musiała już go więcej oglądać. Dobra koniec z tymi ponurymi myślami. Niebawem kolejny bal z okazji Dnia Założycieli i zamierzam się na nim dobrze bawić. Z dziewczynami mamy już świetne sukienki. Jednak jest jeden problem z kim pójdę. Bonnie idzie z Jeremym, Damon z Meredith , Elena ze Stefanem nawet Matt idzie (o zgrozo) z Rebeką. Dzisiaj idziemy wszyscy razem do Grilla więc postanowiłam zabrać ze sobą Duka, wszyscy chcą go poznać. Kiedy o siedemnastej szykowałam się już do wyjścia nadal moje myśli zajmowały wydarzenia z minionych kilku tygodni. Jednak z odsieczą przybył mi Duke, który zapukał do drzwi wejściowych.
- Cześć, Caroline. Wyglądasz wow... Brak mi słów- uśmiechnął się. Zawsze mi kogoś przypominał kiedy to robił ale nigdy jeszcze nie mogłam odgadnąć kogo.- Przy tobie wyglądam jak jakiś łachmaniarz- zlustrowałam go wzrokiem.- Wcale nie wyglądasz dobrze- miał na sobie czarne spodnie, białą koszulkę, która podkreślała jego umięśniony tors i ciemną kurtkę. Wyglądał tak jak każdy facet powinien wyglądać, wychodząc z dziewczyną do baru. Staliśmy przez chwilę pogrążeni w milczeniu po czym powiedziałam.- Lepiej się pospieszmy. Demon nie lubi spóźnialskich- popatrzył na mnie rozbawionym wzrokiem.- Nie żeby mi zależało na jego zdaniu ale kiedy chce potrafi być bardzo nieprzyjemny, a nie chce żeby się do ciebie czepiał- teraz już jawnie się ze mnie śmiał.- Co cie tak śmieszy?- zapytałam zdezorientowana.- Ty!- krzyknął.- Ale to bardzo miłe, że chcesz być moim obrońcą- nachmurzyłam się.- Lepiej już chodźmy- uśmiechnął się i podał mi ramie. Przyjęłam je z ulgą i ruszyliśmy w stronę baru. Wszyscy już na nas czekali. Podeszliśmy do nich a ja dokonałam oficjalnej prezentacji.
- To Elena, Stefan- wskazywałam po kolei- Jeremy, Bonnie, Meredith, Matt- sama byłam zaskoczona- Rebekah i Damon. To jest Duke- wszyscy podali sobie ręce ale kiedy doszło do uścisku między Damonem a Dukiem starszy Salvatore musiał mnie zdenerwować.- No już myślałem, że nigdy cie nie poznamy. Po tym jak Tyler okazał się dupkiem, a wielki pan Mikaelson przestał interesować się Caroline już myślałem, że sobie ciebie wymyśliła- miałam ochotę go walnąć i rozkwasić tą jego śliczną gębę ale za mnie zrobiła to Rebekah.- Nie mieszaj w to mojego brata. Poza tym przyszliśmy tu chyba się napić a nie wysłuchiwać jakiś twoich wymysłów. Byłam jej wdzięczna za zakończenie tej głupiej wymiany zdań. Kiedy zajęliśmy miejsca przy stoliku zaczęliśmy luźną rozmowę przy niewyobrażalnej liczbie alkoholu. Po dwóch godzinach zaczęło ogarniać mnie zmęczenie, powiedziałam o tym Dukowi i pożegnawszy się ze wszystkimi opuściliśmy lokal. Świeże powietrze trochę mnie pobudziło i kiedy doszliśmy do domu zebrałam w sobie całą odwagę i zapytałam.
- Duke w przyszły wtorek organizują w naszym miasteczku bal z okazji Dnia Założyciela, czy nie miałbyś ochoty pójść tam razem ze mną- miał nieodgadniony wyraz twarzy.- Pomyślałam, że mógłbyś lepiej poznać wszystkich oraz historię naszego miasteczka, ale jeśli nie masz ochoty nie musisz iść- nagle się rozpromienił.- To będzie dla mnie olbrzymi zaszczyt madame. Sposobność towarzyszenia tak pięknej damie, wszyscy będą umierać z zazdrości kiedy zobaczą, że to ja prowadzę przy boku najpiękniejszą kobietę w miasteczku- od czasu przemiany w wampira nie lubiłam kiedy mężczyźni prawili mi takie płytkie komplementy, ale muszę przyznać, że podobało mi się kiedy Duke tak do mnie mówił.- Świetnie! Do zobaczenia, dziękuje za miły komplement- już chciałam wejść do domu kiedy Duke przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Jednak po chwili odezwał się ode mnie, powiedział- Dobranoc, Caroline- i zniknął w mroku.

Klaus:

- Nie zajdziemy tutaj niczego. Mówię ci nic tu nie ma- marudził Kol ale ja dalej przekopywałem stare księgi w jednej z Bostońskich bibliotek.- Przecież gdzieś musi być o nim jakaś mała wzmianka- upierałem się.- Możliwe, że gdzieś jest ale na pewno nie w tej bibliotece ani w tym mieście. Nie zapominaj, że Elijah czeka na nas w Filadelfii. Obiecał pomóc- przystanąłem na chwilę.- Czy to nie wydaje ci się dziwne, że ani w Nowym Jorku, Chicago ani nawet tu w Bostonie nie ma ani jednej wzmianki o najbardziej znanym czarowniku jakiego można było spotkać w Europie?- Kol zastanawiał się nad czymś intensywnie.- Spójrz na to z innej strony o wampirach też krążą niestworzone historię, a jednak żadna nie jest nawet w jednym ułamku prawdą- jednak coś nie dawało mi spokoju.- Jednak jak to możliwe, że nie ma nawet słowa na temat jego życia i procesu w związku z uprawianiem magii. Nawet ani jeden pisarz o tym nie napisał- Kol pokręcił głową.- Jesteś pewny, że to tylko Gorlov potrafił wpływać na wszystkie stworzenia tak jak my to robimy?- zapytał.- Jest jedyną osobą, o której wiem, że to potrafił. Ktoś musiał zmusić Tylera do tego co robił. Nigdy sam z własnej woli nie dokonałby tylu rzezi- przez chwile staliśmy w milczeniu, pogrążeni we własnych myślach.- Wiesz co, chodźmy stąd bracie. Mamy samolot za dwie godziny- ruszyłem za Kolem na ruchliwą ulice.

 Duke:

W pogrążonym w mroku pomieszczeniu widziałem tylko ciemny zarys postaci siedzącej na krześle za biurkiem.
- Wszystko idzie zgodnie z planem. Caroline nic nie podejrzewa, a Mikaelson opuścił miasto. Niestety nie udało mi się odkryć z jakich powodów- nastała pełna napięcia chwila milczenia.- Dobrze się spisujesz mój drogi. Musisz dowiedzieć się co Klaus wspólnie ze swoim rodzeństwem robi. Najłatwiej będzie ci zdobywać informacje od tej młodej wampirzycy. Ona jest największą słabością Pierwotnego- zamilkł na chwilę.- Musisz zdobyć jej bezgraniczne zaufanie. Przy każdej ich kłótni będzie do ciebie biegła wypłakać się na ramieniu przyjaciela, a kiedy już będziemy znali wszystkie słabości Klausa, wtedy uda się nam go zniszczyć- nastała kolejna przerwa.- Ale wiesz, że ja najpierw muszę coś od niego zdobyć, a później możesz go zabić jeśli taka jest twoja wola- westchnął. Pamiętam o naszej umowie- zawahałem się.- Czy Caroline coś będzie grozić?- zapytałem.- Mój drogi pamiętaj żeby jeśli chcesz osiągnąć swoje cele nie możesz patrzeć na przypadkowe ofiary. Do zobaczenia- powiedział Gorlov, a ja wiedziałem, że spotkanie jest już skończone i opuściłem pokój.

_________________________________________________________________________________
Udało mi się dodać jeszcze jeden rozdział. Dostałam nowej weny po przeczytaniu Historyka. Dla nie najlepsza książka o Draculi. Mam nadzieje, że rozdział się wam podoba. KOMENTUJCIE:)

piątek, 21 grudnia 2012

Rozdział 9

Caroline:

Tyler! Nie to nie możliwe, a jednak moje oczy mnie nie zwodzą. Może jednak to tylko jedna z intryg uknutych przez Klausa. W tym momencie coś we mnie pękło. Rzuciłam się na Tylera i zaczęłam okładać pięściami gdzie po padło. Byłam w jakimś amoku.
- Ty wstrętna gnido! Jak mogłeś? Czym one na to wszystko zasłużyły?!- nawet się nie bronił, czym rozwścieczył mnie jeszcze bardziej.- Jeszcze miałeś czelność przychodzić do mnie jakby nigdy nic i patrzeć mi w oczy!- krzyczałam jak opętana. Tyler był cały we krwi od moich ciosów, ale nie obchodziło mnie to. Jednak po chwili poczułam jak czyjeś ręce łapią mnie mocno za ramiona. Przez chwilę szamotałam się z Klausem jednak po kilku minutach zrozumiałam, że właściwie nie mam większych szans i uspokoiłam się trochę. Zdążyłam usłyszeć głos Kola- Zabierz ją  stąd lepiej- i poczułam jak Nik prowadzi mnie z powrotem do swojego samochodu. Właściwie to on mnie nie prowadził tylko niósł, po tym co zobaczyłam nie byłam w stanie zrobić najmniejszego kroku. Posadził mnie na siedzeniu i nawet zapiął pasy zupełnie jakby się bał, że ucieknę, po czym sam zajął miejsce na fotelu kierowcy i ruszyliśmy spod domu pani burmistrz z piskiem opon. Podczas jazdy żadne z nas nie powiedziało ani słowa. Po pięciu minutach byliśmy już pod jego willą. Czułam się jakbym była pod wpływem jakiś silnych narkotyków. Klaus znów wyciągnął mnie z samochodu i wprowadził do swojego domu. Dopiero wtedy trochę oprzytomniałam.

Klaus:

- Caroline, wiem, że to nie jest najlepszy moment na mówienie tego typu słów, ale wszystko będzie dobrze zobaczysz- wyglądała jakby nie miała kontaktu ze światem. Jeszcze ja wygłaszam jakieś nic nie znaczące w tej chwili banały, nigdy nie byłem dobry w pocieszaniu ludzi. Przyznaje się też do tego, że czuję satysfakcję z tego, że udowodniłem swoją niewinność. Jednak jest mi jej trochę żal. Moje rozmyślenia zostały przerwane mocnym ciosem w szczękę.
- To ty, to wszystko twoja wina!- Caroline zachowywała się jak kompletna wariatka. Rzuciła się na mnie z pięściami jak na tego swojego chłoptasia.- To ty wszystko zacząłeś! Zjawiłeś się w naszym mieście i wszystko zniszczyłeś! Obyś zdechł, Klaus!- tym mnie nieźle zdenerwowała, delikatnie rzecz ujmując. Złapałem ją za ramiona, zacząłem potrząsać po czym powiedziałem podnosząc głos.
- Uspokój się! Już raz ci powiedziałem co mogę z tobą zrobić. Nie zamierzam się powtarzać. Jeszcze raz odezwiesz się do mnie takim tonem, a zrealizuje swoją groźbę. Z takimi gadkami to ty możesz sobie wyskakiwać do tych swoich pożal się boże przyjaciół nie do mnie. Chyba już nie raz się przekonałaś, że ja nie rzucam słów na wiatr. Zrozumiałaś?- zakończyłem spokojnym tonem. Nie mogłem sobie pozwolić na ponowną utratę kontroli. Jednak w pewnym momencie  stało się coś nieoczekiwanego, Caroline oparła się na mnie całym ciężarem, zaczęła płakać i osunęła się na ziemię, a ja razem z nią.

Caroline:

Klaus krzyczał. Jednak ja wcale nie zwracałam na to uwagi. Chciałam tylko żeby mnie przytulił, chciałam schronić się w jego ramionach i wypłakać na ramieniu. Mój chłopak okazał się jeszcze gorszym zbrodniarzem niż Pierwotny. On przynajmniej nikogo nie oszukiwał. Czułam ciepło bijące od ciała Klausa. Zdziwiłam się, że mnie nie odepchnął. Siedzieliśmy na dymanie w salonie. Jednak ja poczułam ogromną potrzebę wyjścia z tego domu, odetchnięcia świeżym powietrzem. Wstałam, powiedziałam tylko- Muszę stąd wyjść- i wybiegłam z willi. Musiałam się napić, poszłam do Grilla i zamówiłam sobie kolejkę szkockiej. Delektowałam się jej smakiem i samotnością kiedy za swoimi plecami usłyszałam:
- No, no, no nasza blond piękność- to ten sam facet, na którego wpadłam dzisiaj rano.- Mogę się dosiąść? Widzę, że nie masz najlepszego humoru. Jestem Duke, pamiętasz?- pokiwałam głową.- Może poznam wreszcie twoje imię tajemnicza królewno?- westchnęłam.- Mam na imię Caroline- uśmiechnął się.- Mogę postawić ci drinka?- znów kiwnięcie głowy.- Dopiero się tutaj przeprowadziłem, jeszcze nikogo nie znam, jesteś pierwsza. Może opowiesz mi coś o miasteczku i o sobie?- zgodziłam się i przez resztę wieczoru odpowiadałam na jego niekończącą się liczbę pytań. Jednak ku mojemu własnemu zdziwieniu Duke okazał się miłym chłopakiem i swoją paplaniną odpędził ode mnie posępne myśli. Spędziłam naprawdę miły wieczór.

_________________________________________________________________________________
No i jest rozdział. Prosiliście, więc dokończyłam go dzisiaj. Mam nadzieję, że się wam podoba:) KOMENTUJCIE.
Ps. Życzę wam zdrowych, wesołych świąt Bożego Narodzenia. Rodzinnej atmosfery oraz dużo szczęścia w nowym nadchodzącym 2013 roku:)
Pozdrawiam:)

wtorek, 18 grudnia 2012

Rozdział 8

Klaus:

Czekałem na Kola już trzy godziny. On naprawdę działa mi na nerwy. Chciałem już do niego zadzwonić, ale w tym samym momencie usłyszałem dzwonek do drzwi. Podszedłem do nich i otworzyłem.
- No nareszcie. Uwielbiasz się spóźniać- powiedziałem na przywitanie.- Przepraszam, ale spotkałem po drodze kilku znajomych- uśmiechnął się.- Dobra koniec z tym, wchodź- Kol wszedł do salonu, usiadł na kanapie po czym zapytał:
- O co dokładnie chodzi z tymi całymi morderstwami?- wytłumaczyłem mu wszystko czego zdążyłem się sam dowiedzieć.- Czyli ktoś zabija kobiety, a wszystko idzie na twoje konto- kiwnąłem głową.- Na domiar złego pierwszą ofiarą jest dziewczyna z baru. Wiesz co ci powiem- zawiesił na chwile głos- musisz mieć w kimś wielkiego wroga skoro posunął się do takiego czynu- trochę mnie to zirytowało.- Nawet dla mnie, a wiesz, że nie mam za wielu hamulców jest to dość makabryczna zbrodnia- zacząłem krążyć po pokoju.- Nikt nowy nie pojawił się w mieście w ostatnim czasie- powiedziałem.- Moje hybrydy dokładnie wszystko sprawdziły- Kol przez chwile zastanawiał się nad czymś.- Czyli to musi być ktoś z miasteczka- tyle zdążyłem sam ustalić.- Nie martw się niczym bracie, powęszę tu trochę i dowiemy się kto che wykopać ci grób- wstał i skierował się do drzwi.- Bądź pod telefonem- kiedy już otworzył drzwi zawołałem- Dziękuje Kol- uśmiechnął się.- Nie ma sprawy. Od czego ma się rodzinę- i wyszedł.

Caroline:

- Tyler doskonale wiesz, że musimy iść do szkoły- roześmiał się.- Oj tam nic się nie stanie kiedy się trochę spóźnimy. Zresztą pierwszą lekcją jest historia, a nie mam ochoty spotykać się z Klausem- powiedział.- Nie możemy wiecznie unikać jego osoby- zrobił smutną minę.- No dobrze, ale niestety musisz iść sama. Ja jeszcze muszę iść do mojej mamy- pożegnaliśmy się. Zabrałam się za szykowanie do szkoły. Po godzinie wyszłam z domu. Dzień był piękny, a słuchając mojej ulubionej piosenki Give me love czułam się całkowicie odprężona. Do tej piosenki tańczyłam z Klausem walca na balu u Pierwotnych. Byłam tak pochłonięta własnymi myślami, że nie zauważyłam nadchodzącego z drugiej strony chłopaka. Wpadłam na niego i wylądowałam na ziem. Podniosłam się szybko i zaczęłam krzyczeć.
- Mógłbyś czasami bardziej uważać jak chodzisz!- spojrzałam na niego i dopiero wtedy zobaczyłam jaki z niego przystojniak. Miał blond włosy, niebieskie oczy był wysoki i dobrze zbudowany.- To pani powinna bardziej uważać- powiedział. Miał miły i bardzo męski głos.- Nie będę się jednak wykłócać z tak piękną kobietą, to nie wypada- uśmiechnął się.- Niech sobie pan daruje takie gadki- zezłościł mnie.- Przepraszam najmocniej jeżeli obraziłem panią. Ale nie przedstawiłem się, nazywam się Duke- co za arogant.- Nie interesuje mnie jak się pan nazywa. Przepraszam spieszę się- przepuścił mnie.- Chciałbym poznać pani imię- powiedział kiedy już się trochę oddaliłam.- Nie pana interes. Do widzenia- krzyknęłam i ruszyłam w dalszą drogę. Po piętnastu minutach siedziałam już w ławce słuchając wykładu Klausa na temat wojny secesyjnej. Ten to ma gadane. W pewnym momencie zadzwonił mu telefon. Przeprosił nas i wyszedł na korytarz. Była ciekawa z kim rozmawia, więc włączyłam swój wampirzy słuch .
- Przyjedz do domu pani burmistrz. Mam odpowiedzi na wszystkie pytania, które zadałem ci dzisiaj rano- mówił jakiś facet do Klausa.- Jak tego dokonałeś?- zapytał.- Wiesz co nie dziwie się, że sam tego nie odkryłeś. Cwaniak robił to zawsze kiedy byłeś zajęty czymś innym- mówił ten drugi. Znałam ten głos.- Zabierz ze sobą osobę, której chciałeś udowodnić,  że nie jesteś do końca takim potworem jakim się wydajesz. Do zobaczenia- zakończył.
Klaus wszedł do klasy chwile później. Wyglądał jakoś inaczej.
- Przepraszam was, ale na dzisiaj to już koniec lekcji. Mam do załatwienia bardzo ważną sprawę i muszę natychmiast wyjść- powiedział. Kiedy wszyscy zaczęli się podnosić Klaus zawołał- Panno Forbes mogłabyś podejść do mojego biurka. Wszyscy na nas patrzyli, ale Klaus powiedział tylko- Do zobaczenia jutro- czekałam, aż wyjdą i zapytałam- Po co chciałeś ze mną rozmawiać?

Klaus:
   
- Nie będę owijał w bawełnę musisz ze mną zaraz pojechać do domu pani burmistrz- spojrzała na mnie z pode łba.- Ja muszę gdzieś z tobą jechać, chyba sobie żartujesz- powiedziała, ale ja nie zamierzałem z nią dyskutować. Złapałem ją za rękę i wyprowadziłem z klasy. Szarpała się ze mną, więc wyszeptałem jej do ucha.
- Kochanie robisz scenę na korytarzu szkolnym. Uczniowie patrzą bądź rozsądna- zesztywniała po czym posłusznie opuściła ze mną szkołę. Wpuściłem ją do samochodu i spokojnie zająłem miejsce kierowcy. Caroline miała naburmuszoną minę czym rozbawiła mnie niezmiernie.
- Kochanie nie rób takiej kwaśnej miny. Jeszcze ci tak zostanie- uśmiechnąłem się do niej. Spojrzała na mnie  niczym rozwścieczona lwica. Zacząłem się z niej jawnie śmiać.- Co cie tak bawi,?- zapytała.- Ty, wyglądasz jakbyś miała zaraz się na mnie rzucić z pazurami- odpowiedziałem szczerze.- Nie widzę w tym nic zabawnego. Rozkazujesz mi, a to nie jest śmieszne.- odburknęła.- Nie będę robić tego co sobie życzysz- dodała. Nachyliłem się w jej stronę żeby spojrzała mi w oczy i powiedziałem- Caroline naucz się w końcu, że ja zawsze dostaje to czego chce- przez resztę drogi już się nie odzywałem. Kiedy dojechaliśmy na miejsce Kol już na nas czekał.
- Długo to trwało. Już myślałem, że zabije kolejną kobietę , ale on ją porzucił. Zatrzymałem go- powiedział to jednym tchem.- Gdzie on jest?- zapytałem- Za domem razem z Jess. Carol na szczęście nie ma w domu.- Jak preparował ugryzienie hybrydy?- zanim Kol zdążył odpowiedzieć wtrąciła się Caroline.- Kto jest za domem? Co my tutaj w ogóle robimy?- zapytała. Kol zignorował jej pytania i zwrócił się do mnie.- To jest hybryda- nie musiał mówić dalej wiedziałem już kto to jest.- Prowadź Kol- powiedziałem. Ruszyliśmy do ogrodu a ja poczułem, że Caroline łapie mnie za rękę. Kiedy stanęliśmy przed chłopakiem i jego ofiarą, poczułem jak wampirzyca opiera się całym ciałem na moim ramieniu. Na krześle przed nami siedział nie kto inny, a... moja pierwsza hybryda, Tyler.
_________________________________________________________________________________
No i wszystko się wyjaśniło . Mam nadzieję, że rozdział się podoba. KOMENTUJCIE to bardzo pomaga w pisaniu. Dodaje motywacji:) Pozdrawiam. Jak się podoba nowy wystrój bloga?

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Rozdział 7

Caroline:

Minęły już dwa tygodnie od śmierci Tracy. W ciągu tego czasu zginęło w podobny sposób jeszcze sześć kobiet. Czułam jeszcze większą irytację. Jak Klaus może tak po prostu mordować te dziewczyny i nie myśleć o tym, że wszystko się w końcu wyda. O nim, o nas. Mniejsza z tym, nie myśl o nim Caroline. Dzisiaj ważny dzień. Poznajemy nowego nauczyciela historii. Szykowanie się do szkoły zajęło mi jak zwykle około dwóch godzin. Jednak zanim wyszłam z domu zajrzałam do kuchni.
- Mamo, wychodzę. Wrócę o piętnastej- powiedziałam i pocałowałam ją w policzek- Nie śpiesz się kochanie. Jestem dzisiaj w pracy do siedemnastej- uśmiechnęła się.- To do zobaczenia, miłego dnia- zawołałam i wyszłam.
W szkole byłam po dziesięciu minutach. Kiedy wyciągnęłam rzeczy z szafki podbiegła do mnie Bonnie.
- Hej!- powiedziała.- Dobrze, że jesteś. Jak tam samopoczucie no i Tyler?- zapytała.- Wszystko w porządku, dlaczego pytasz?- wyraźnie się zmieszała.- Aaaaaaaaa ja tak tylko pytam- zająknęła się. Jednak ja jej w tej chwili już nie widziałam. Doznałam szoku widząc jak Klaus wyłania się za rogu korytarza.- Słuchaj Bonnie wiedziałaś, że On zjawi się w szkole- zapytałam prosto z mostu.- Nie wiedziałam jak ci to powiedzieć- dziewczyna spuściła głowę.- Wiesz może co tutaj robi?- pokręciła głową.- Nie mam pojęcia- chciałam coś jeszcze powiedzieć, ale zadzwonił dzwonek i musiałyśmy iść na lekcję historii. W klasie panował olbrzymi gwar. Jednak kiedy nauczyciel wszedł do sali wszyscy oniemieli. Nie to nie możliwie a jednak niezaprzeczalne do pomieszczenia jako nauczyciel wszedł nie kto inny, a Klaus we własnej osobie. To są chyba jakieś jaja, pomyślałam.
- Nazywam się Niklaus Mikaelson. Mówcie mi Klaus. Od dzisiaj to ja będę was uczył historii- uśmiechnął się. Jednak po chwili spoważniał i dodał- mam ogromną nadzieję, iż godnie zastąpię wspaniałego nauczyciela jakim był pan Saltzman- po jego słowach zapanowała niczym niezmącona cisza. Spojrzałam na Stefana, który siedział najbliżej mnie. Wydawał się być równie mocno zszokowany jak ja. Klaus jednak z godnym pozazdroszczenia opanowaniem po kilku minutach zaczął prowadzić lekcję. Inni uczniowie wydawali się być nim oczarowani. Nie dziwię im się, jego wiedza jest naprawdę imponująca. Kiedy zajęcia dobiegły końca postanowiłam z nim porozmawiać. Poczekałam, aż wszyscy wyjdą, podeszłam do biurka i zapytałam:
- W co ty sobie pogrywasz, co?- nie od razu na mnie spojrzał, kiedy przemawiał powoli podnosił głowę.- Droga, Caroline rozczaruję cie w nic nie gram, kochana- rozzłościłam się.- Jak śmiesz patrzeć mi w oczy i mówić, że w nic nie grasz- podniosłam głos.- Zabijasz te wszystkie kobiety z zimną krwią i jeszcze masz czelność pojawiać się w mojej szkole- zawahałam się, jednak dodałam.- Ty, ty obrzydliwy sukinsynie- w tej samej chwili kiedy wypowiedziałam ostatnie słowa poczułam jak uderzam plecami o ścianę.- Jak śmiesz tak do mnie mówić!- krzyknął.- Jesteś tylko nic nieznaczącym wampirem! Mogę cie w jednej sekundzie rozgnieść jak komara na ścianie!- jego oczy poczerwieniały od gniewu, teraz zobaczyłam w nim jego wilcze oblicze. Po chwili nabrał tchu i dodał spokojniej.- Oskarżasz mnie o rzeczy, z którymi nie mam nic wspólnego. Ale wiesz co udowodnię wam wszystkim, że nie mam z tymi morderstwami nic wspólnego, a teraz wynoś się stąd zanim zmienię zdanie- puścił moje ramiona. Nie czekając dłużej uciekłam z klasy.

Klaus:

Byłem naprawdę wściekły. Ale ona ma tupet. Źle postąpiłem dając się ponieść emocjom. Moja wilcza natura wymknęła się z pod kontroli. Przecież w każdej chwili ktoś mógł tutaj wejść. Jednak nie to jest teraz ważne. Caroline, już drugi raz w ciągu tych dwóch minionych tygodni oskarżyła mnie o zbrodnie, której nie popełniłam. Musiałem się dowiedzieć co się dzieje w tym mieście. Potrzebowałem pomocy. Podszedłem do biurka, wziąłem telefon i wybrałem numer, po dwóch sygnałach usłyszałem:
- Słucham- głos Kola.- Cześć bracie, nie będę owijał w bawełnę, nie mam na to czasu, Gdzie jesteś?- zapytałem.- W Los Angeles, coś się stało?- odchrząknąłem.- Potrzebuje twojej pomocy. W Mystic Falls dzieją się ostatnio dziwne rzecz. W ciągu minionych dwóch tygodni zginęło tutaj siedem kobiet. Nie zgadniesz kto był pierwszą. Tracy Hopman- przerwałem.- A kto to?- zapytał Kol.- Ta dziewczyna z baru, pamiętasz ją?- przytaknął.- Co mam zrobić?-zapytał.- Gdybyś mógł przyjechać tutaj i trochę powęszyć. Byłbym ci dozgonnie wdzięczny- zaśmiał się.- Jasne bracie, będę najszybciej jak tylko się da. A powiesz mi dlaczego ty nie możesz jak to ująłeś "powęszyć"?- kolejne pytanie.- Przyjąłem posadę nauczyciela historii w szkole- znów się zaśmiał.- Dlaczego odnoszę wrażenie, że ma to coś wspólnego z tą blond seksbombą? Dobra mniejsza z tym. Do zobaczenia niebawem- powiedział i rozłączył się. Cieszyłem się, że wreszcie zakończyłem tą głupią rozmowę. Kol bardzo mnie irytował, ale w tym momencie tylko na niego mogłem liczyć. Co za zrządzenie losu, pomyślałem i opuściłem klasę...
______________________________________________________________________________
Dzisiaj nie poszłam do szkoły, więc postanowiłam dodać rozdział. Mam nadzieję, że wam się podoba:) KOMENTUJCIE. Pozdrawiam:)

czwartek, 6 grudnia 2012

Rozdział 6

Caroline:

Obudziłam się następnego dnia rano w podłym humorze. Nie pamiętałam kompletnie nic ze wczorajszej imprezy. Co się wczoraj dokładnie działo? No tak spotkaliśmy Klausa w Grillu z jakąś lalunią. Wyglądasz pięknie, zazdroszczę Tylerowi. Miłej zabawy. On i te jego głupie gatki, jeszcze ten akcent. Grrrrrrr nienawidzę go!- jednak moje rozmyślenia na ten temat zostały brutalnie przerwane, ponieważ ktoś mnie przygniótł. 
- Kochanie, nawet nie wiesz jak ja za tobą tęskniłem- Tyler co on tutaj robi- zastanawiałam się.- Dzień dobry, która godzina?-zapytałam.- Wpół do siódmej- o mój boże on musi stąd znikać. Mama zaraz wróci z pracy!- Słuchaj Tyler, ja nie chce być niemiła, ale musisz już iść. Moja mama zaraz wróci do domu po nocnym dyżurze i byłoby dość niezręcznie gdyby Cie tutaj znalazła- uśmiechnął się.- Rozumiem już się ubieram- bardzo się ociągał jednak w końcu opuścił mój dom. Nie wiem dlaczego ale ostatnio wolałam przebywać sama. Może to obecność Tylera tak mnie drażniła sama nie wiem ale kiedy byłam z nim chciałam być sama, a kiedy byłam sama zaczynałam myśleć o... Klausie. Czyżbym zaczynała wariować. Tak to na pewno znaczy, że tracę rozum. Musiałam się czymś zająć. Mama za chwile wróci do domu a tutaj taki bałagan. Czas na sprzątanie w ekspresowym tempie. Zajęło mi to dokładnie godzinę a mamy jak nie było tak nie ma. Może coś się jej przytrafiło?- zastanawiałam się. Jednak po kilku minutach usłyszałam otwieranie drzwi. Wróciła, co za ulga. Weszła do salonu, miała bardzo przygnębioną minę.- Mamo czemu to tak długo trwało? Coś się stało?- poczułam niepokój.- Miałam już wychodzić, kiedy odebraliśmy komunikat, że w parku znaleziono ciało dziewczyny- wytrzeszczyłam na nią oczy.- To Tracy Hopman, nowa w naszym miasteczku. Jak możesz się domyślić jej gardło zostało rozszarpane na strzępy- już rozumiałam.- Zaatakował ją wampir, prawda?- mama tylko skinęła głową.- Jednak córeczko jest coś dziwnego, co mnie zastanawia. Wiele razy tuszowałam sprawy zabicia człowieka przez wampira wiem jak to wygląda, ale gardło tej dziewczyny miało trochę inne obrażenia niż wszystkie dotychczasowe ofiary. Jakby jakiś wampir miał inne uzębienie- uśmiechnęłam się, ale po chwili dotarło do mnie, że tylko hybrydy różnią się od nas. Nagle mnie olśniło.- Mamo, czy ta cała Tracy to bardzo ponętna brunetka o kręconych włosach?- moja mama zrobiła dziwną minę.- Tak zgadza się, ale moment skąd ty to wiesz?- nie miałam czasu jej tego teraz tłumaczyć.- Nieważne, muszę teraz wyjść wrócę później- pocałowałam ją w policzek i wyszłam zanim zdążyła mi coś odpowiedzieć.

Klaus:

Po tym jak Tracy opuściła moją rezydencje nalałem sobie szklaneczkę Burbona i usiadłem przy kominku. Jednak po chwili poczułem niewyobrażalną senność, którą ktoś w tym momencie śmie mi zakłócać. Wstałem z łóżka, byłem zły. Zszedłem na dół i otworzyłem. W drzwiach stała Caroline.
- Mógłbyś się chociaż ubrać- bąknęła na przywitanie.- Mi również jest miło cie widzieć Caroline- uśmiechnąłem się przymilnie.- Jeśli chodzi o mój strój, przecież nie stoję przed tobą jak mnie pan Bóg stworzył, a z tego co pamiętam widziałaś mnie już tak kiedyś- spuściła wzrok.- Nie przyszłaś tutaj chyba po to żeby mi wypominać to jak chodzę ubrany we własnym domu- pokręciła głową.- Czemu, więc zawdzięczam tą przyjemność?- natychmiast oprzytomniała.- Przyszłam tutaj po to żeby się dowiedzieć dlaczego ją zabiłeś? Czym sobie na to zasłużyła? Przecież wiesz doskonale, że nie wolno nam tego robić!- krzyknęła na jednym wdech.- Przepraszam, kogo ja znowu niby zabiłem, jeżeli mogę spytać?- byłem bardzo zdziwiony- Tracy, Tracy Hopman to ta dziewczyna z baru- odpowiedziała.- Ona nie żyje? Nic mi na ten temat nie wiadomo- zaczynała się na mnie złościć.- Kłamca!!- krzyknęła.- Czy ty chociaż raz nie możesz być uczciwy i powiedzieć prawdy?- i nie czekając na moją odpowiedź wyszła trzaskając drzwiami i zostawiając mnie w całkowitym szoku...

______________________________________________________________________________
Wiem, że rozdział krótki i niezbyt ciekawy. Niestety nie mam ostatnio czasu wymyślać czegoś dłuższego ale obiecuje, że się poprawię. Ten rozdział jest przejściowy następny będzie ciekawszy.  Możliwe, że pojawi się jeszcze przed świętami albo w przerwie między nimi a Sylwestrem. Pozdrawiam i proszę KOMENTUJCIE to mi pomaga:)

Obserwatorzy